7. Muszę grać.

Ojciec. Ten, którego uważałam od dawna za martwego, stał teraz przede mną jakby nigdy nic. Zdrowy, szczęśliwy i ż y w y. Poczułam jak w oczach powoli zbierają mi się łzy. Przez całe moje życie żyłam w kłamstwie. Moja mama musiała tyle pracować, nadal musi. I to przez niego! Czuję złość i nienawiść. Jednak zanim zdążę cokolwiek powiedzieć do sali wchodzi ktoś jeszcze. Wysoka kobieta z brązowymi, spiętymi w ciasny kok włosami i zielonymi oczami. Jej ostre rysy twarzy i przebiegły uśmiech jak u bazyliszka przypominały mi tylko jedną osobę. Pana Mrocznego. Głowę zdobiła jej bogato zdobiona korona. K r ó l o w a  przeszła mi od razu przez głowę myśl. Gdy spojrzała na mnie jej wzrok mówił mi "Zachowuj się albo się tobą zajmę!" Przechodzi obok mnie i Juliana swoim dostojnym krokiem a ja wtedy widzę, kto jest za nią. Wstrzymuję oddech, gdy do sali wchodzi niski, gruby i łysy człowiek. Rozpoznaję go a na mojej szyi czuję pazury rozrywające moją skórę. Krzywię się, co nie uchodzi uwadze Juliana. Mocniej ściska moją dłoń nie odrywając wzroku od pary królewskiej. Co on tu robi? Modle się tylko by mnie nie rozpoznał. Jeśli to zrobi... Nie żyję. Rozglądam się za ewentualną drogą ucieczki, ale Julian sprowadza mnie na ziemie. "To nie możliwe”, „Co nie możliwe?" Pytam się jego. "Wszędzie są straże. Za niedługo jest ślub. Trzeba uważać na księżniczkę. Prawda?" "Tak tylko wam jakoś to się nie udaję" Chciałam by to zabrzmiało jak żart, ale mi się nie udało. Julian momentalnie pochmurnieje i już się nie odzywa. Nagle słyszę cichą melodię. Wytężam słuch. Brzmi niczym pozytywka. Znam ją skądś. "Eli? Twój ojciec coś do ciebie mówi!" Julian wyrywa mnie ze zamyślenia. Chwilę mi zajmuję zanim przetrawię jego wypowiedź. "Julian? To, co mam powiedzieć?!" Po chwili słyszę odpowiedź. "Mów po mnie. I wiem, że to potrafisz" Nie zaprzeczam. Nie wiem, czemu. Czekam i po chwili mówię opanowanym głosem.
-Witaj O j c z e- musiałam to zaznaczyć. Nie wybaczę mu tak szybko- Byliśmy z Julianem na spacerze by zażyć świeżego powietrza. Wybacz, jeśli się martwiłeś.
-Jest to nie odpowiedzialne z twojej strony!- Królowa wstaję aż z tronu i piorunuje mnie wzrokiem- Za kilka dni masz ślub! A ty wychodzisz bez wiedzy nikogo?! Czy wiesz, co mogło ci się stać?!
Nie, nie wiem. Uśmiecham się jednak i próbuję wyglądać jak niewinne dziecko.
-Ależ... M a t k o- nie jest moją mamą. Na pewno nie jest- Wybacz mi. Ja nie chciałam być nieodpowiedzialna...
-Wiedziałam, że powinnaś ożenić się w wieku dwunastu lat. Tak jak twoja siostra! Wyrosła na piękną i mądrą królową. A ty...
-Żenić się w wieku dwunastu lat! To nie ludzkie!
Ups. Na pewno robię teraz głupią minę. Królowa robi się aż czerwona na twarzy a Król patrzy na mnie zaciekawiony. Jakby wypuścił kotka i myszkę i patrzył, kto pierwszy zginie. Przyglądam się im i z bólem zauważam podobieństwa. Król ma piwne oczy takie jak ja, a jego jasne włosy i ciemne włosy królowej tłumaczą mój ciemny blond. Czy naprawdę mogłabym być ich córką? Żyć w starożytnej Grecji jak księżniczka? Wysłuchiwać opowiadań o herosach i w ogóle? Julian próbuję mi coś powiedzieć w umyśle, ale ja go nie słucham.
-Co masz na myśli, że nie jestem jak moja siostra? Ja mam siostrę?
Mówię po grecku! Potrafię mówić po grecku! I nie jest to takie trudne jakby mogło się wydawać.
-Jak to. Oczywiście, że masz siostrę. Czy wszystko z tobą dobrze? Nie będą chcieli przecież chorej na umyśle królowej- powiedziała to do siebie, ale teatralnym szeptem, przez co wszystko usłyszałam. Potem zwróciła się znowu do mnie- A wracając twoja siostra rządzi innym Polis. Niestety ty musisz przejąć władzę tutaj. Na nasze nieszczęście.
Wiedziałam, że nie powinnam się odzywać tak jak w domu. Przecież tu są inne maniery, słowa i takie tam, ale nie mogłam się powstrzymać. Zanim z moich ust wyleciał kolejny potok słów Julian szczypie mnie mocno w ramię i odzywa się za mnie.
-Królowo, nie powinnaś chyba tak mówić o swojej córce. Nieprawdaż?
-Mironie... Co ty możesz wiedzieć o tym, co powinnam a czego nie? A do tego to nie zmienia jej karygodnego zachowania!
-Wiem Pani, ale...
-Moja Pani- kieruję moją głowę w kierunku głosu, ale i tak wiem już, kto to powiedział. Niski mężczyzna uśmiechnął się i wtedy skojarzył mi się z okropną ropuchą.- Mówiłem, że on ma zły wpływ na nią. Powinniśmy ich jak najszybciej rozdzielić.
Wymieniamy z Julianem szybkie spojrzenia. Ciekawe czy on wie, że ta osoba jest potworem. Próbuję mu to powiedzieć telepatycznie, ale on mnie blokuję.
-Nigdy nie zrobiłem nic złego Pańskiej córce. Poza tym zwyciężyłem igrzyska i należy mi się ręka Waszej córki!            
Patrzę na Juliana jakbyśmy się nie znali. Jak on mógł coś takiego powiedzieć? Nie jestem przecież jakąś rzeczą! A oni się o mnie tak po prostu targują. Czy on?.. „Przestań Eli. Robię to dla Ciebie. Graj."
-No tak, ale…-król ucisza ręką niskiego mężczyznę i pierwszy raz zabiera głos w tej rozmowie.
-Przestańmy się kłócić! Nic się nie stało- tutaj patrzy na mnie i uśmiecha się do mnie- Uznajmy, że nic się nie wydarzyło.
-Przecież!-Królowa próbuję coś jeszcze powiedzieć, ale gdy widzi wzrok króla nawet ona milknie.
-No to zakończmy to na dzisiaj. A teraz ruszajmy na ucztę!
Podchodzi do mnie i podaje mi swoje ramię. Na chwilę się waham, ale chwile później idę z nim przez korytarz. Muszę grać. Muszę grać dla Juliana i dla mnie. Gdy docieramy do drzwi. Biorę głęboki wdech i uśmiecham się. Akurat aktorką to ja jestem bardzo dobrą.
***
Kładę się na łóżku i patrzę w sufit. Nie potrafię na niczym się skupić. Czy oni mogli być naprawdę moimi rodzicami? Czy naprawdę coś mnie z nimi łączy? Nie chcę tego. Nie mam zamiaru mieć nic z nimi do czynienia. Znów słyszę cichą melodię. Skąd ją znam. Skup się, nakazuję sobie. Widzę przebłyski wspomnień. Tylko, co one mają wspólnego z tą muzyką? Zagłębiam się w swojej świadomości. Gdyby tylko… Ktoś uderza w drzwi, zarazem przerywa moje dotychczasowe rozmyślanie. Wystraszona siadam na łóżku i patrzę podejrzanie na drzwi. Gdyby był Julian nie bałabym się. Niestety musiał wyjść i jeszcze nie wrócił. Zbieram się w sobie i podchodzę do drzwi. Otwieram je, ale nikogo za nimi nie widzę. Zdziwiona wychodzę z pokoju i za rogiem widzę Pegaza.
-Pegaz!-Wtulam się w jego grzywę. Tak bardzo był mi teraz potrzebny. Uśmiecham się do niego. Zwierzę niespokojnie przebiera nogami i zanim się spostrzegłam byłam już w ogrodzie.- Czego ode mnie chcesz?
Na dworze było już ciemno i zaczynało być już chłodno. Pegaz zarżał i wskazał na swój grzbiet. Czy on chciał żebym ja…?
-Nie... Nie... O NIE! Nie zmusisz mnie bym na ciebie wsiadła!
Obrzucił urażony głowę i szturchnął mnie delikatnie swoją głową. Nie mogę na niego wejść. Boję się. Co jeśli spadnę? Zginę na miejscu a ta królowa będzie tańczyła mi nad grobem. Tak to jest pewne. Jednak Pegaz jeszcze mnie aż tak nie zawiódł, więc czemu nie? Strach powoli ustępuję ciekawości.
-Dobrze... Ale bez żadnych trików!
Pegaz zarżał uradowany i podszedł ze mną do fontanny. Tam spięłam się i usiadłam mu na grzbiecie. Chwyciłam mocno za grzywę i powiedziałam zadziwiająco pewnym głosem.
-Lećmy już.
Pegaz rozprostowuje skrzydła i zanim się spostrzegłam zbiliśmy się w powietrze.
***
Lot na Pegazie nad starożytną Grecją można było śmiało zaliczyć do najpiękniejszym rzeczy, które mnie spotkały. Zimne powietrze szczypie mnie w policzki, ale nie zwracam na to uwagi. Nie przeszkadza mi to. Widok jest wprost nieziemski. Całkiem się różni od współczesności. Tutaj spokojnie mogę zobaczyć wszystkie konstelacje bez lornety. Powietrze jest czyste nie ma hałasu. I nagle do mnie dociera, jaką okrutną rzecz my ludzie zrobiliśmy naturze. Zarazem potępiałam ludzi, ale też im współczuję. Przecież nigdy nie zobaczą gwieździstego nieba z planetami. Chyba, że zdarzy się jakiś cud, w co wątpię. Zamykam oczy i cieszę się nocnym lotem. Czuję każdy mięsień Pegaza. Potrafię przewidzieć, co zaraz zrobi. Jesteśmy jednością. Melodia, którą znowu słyszę robi się coraz głośniejsza. Skupiam się. Pegaz skręca w prawo i zaczął obniżać lot. Wytężam wzrok i widzę, że kierujemy się do jaskini. Przeszły mnie dreszcze i natychmiast się odwróciłam w chwili, gdy obok mnie przeleciała strzała.
-Niżej!- Krzyczę do Pegaza i chwilę później już nim kieruję. Napinam swoje mięśnie. Wiem, co mam robić i gdzie się kierować. Zniżyliśmy lot i teraz lecimy wśród drzew zręcznie wymijając je. Przelatujemy nad powalonym drzewem a wtedy coś świszczącego przeleciało mi nad uchem i trafiło w drzewo obok, z którego wydobyły się iskry i oślepiające światło. Skręcamy ostro w lewo. Nie przelecieliśmy nawet minuty, gdy znów przelatuje obok nas strzała wypuszczając oślepiające światło. Skręcamy w prawo a ja przecierając oczy próbuje skupić się nad tym, co mam przed sobą. Lecimy i nagle w oddali widzę jezioro. Po drodze nie widzę i nie słyszę już żadnej strzały. Czemu już nie strzela? Czyżby mu się już znudziło. Zwolniłam trochę. To jest podejrzane. Czemu nie trafiła we mnie? Przecież nie jestem trudnym celem! Spojrzałam znowu na jezioro i zobaczyłam, że stamtąd wydobywa się jakieś światło. A co jeśli…Przeszła mnie szalona myśl. A jeśli to coś chciało tylko mnie tu zwabić? P u ł a p k a. Zatrzymuje się i wtedy obok mnie przelatuję strzała i uderzyła w drzewo tym razem wypuszczając okropny pisk. Zakryłam uszy. Muszę to coś jakoś wykiwać, tylko jak? Nagle w głowie zaświtała mi pewna myśl.
-No Pegazie. Zobaczymy, na co, to coś stać. Wyżej!
Pegaz swoimi silnymi skrzydłami machnął dwa razy i już jesteśmy nad lasem. Gdy zawracam obok mnie przelatuje strzała. Czyli się jednak nie myliłam! Szczęśliwa popędzam swojego wierzchowca i z zawrotną prędkością wracamy na poprzednią trajektorię. Odwracam się, ale nikogo nie zauważyłam. Oprócz śmigających strzał nie było w okolicy nikogo. Robię duże okrążenie bacznie przyglądając się ziemi i niebu. Nic mnie jednak nie zaniepokoiło. Dziwne. Zbliżamy się do jaskini a ja znów słyszę melodie. Byłam już, blisko, ale nagle poczułam ogromny ból w ramieniu.
-Agh!- Nie potrafiłam zdusić krzyku. Z prawego ramienia wystaje mi złota strzała. Tracę równowagę i w ostatniej chwili chwytam się grzywy. Pegaz zarżał przestraszony. Nie potrafię nad nim zapanować. Myślę, że jest już po mnie.
-DOSYĆ!!!- Rozległ się, chyba kobiecy głos a ja nie wiem, z której strony on dobiega. Ból przyćmiewa mi powoli wzrok. Do tego melodia grała coraz głośniej, że nie mogę powoli wytrzymać. Chcę krzyczeć, wyć z bólu. Czemu to aż tak boli? Nie powinno przecież. Z trudem patrzę znów na ramię i widzę wyciekającą z rany czarną maź. T r u c i z n a. Powoli rozpływa mi się w żyłach a ja nie mogę nic z tym zrobić. Ostatnie, co widzę to światło, ale nie takie oślepiające, które aż boli, tylko takie przyjemne. Czyżbym umierała?
-Chodź ze mną- głos i melodia mieszają się ze sobą. Iść? Dokąd iść?- Nie bój się. Wszystko będzie dobrze.
Nie boje się. To ostatnia emocja, którą teraz czuję.
-Kim jesteś?- Nie poznaję swojego głosu. Jest słaby, cichy i brzmi jakby ktoś pocierał chropowatą powierzchnią o chropowatą powierzchnie.


-Wszystkiego się dowiesz w swoim czasie moja droga. A teraz zamknij oczy…

Przepraszam najmocniej Was, że tak długo musieliście czekać na kolejny rozdział. Jednak nareście napisałam i prezentuję tutaj Wam moje wypociny. Mam szczerą nadzieje, że ten rozdział przypadnie wam do gustu.
Do tego mam do Was ogromną prośbę a mianowicie proszę o komentowanie. Czasem potrzebuję zachęty, tak jak i na przykład teraz. Nie potrafiłam się zabrać za pisanie a gdy przeczytałam komentarz na Facebooku, w którym ktoś chciał bym dalej pisała była dla mnie jak kopniak na szczęście. I potrzebuję właśnie czegoś takiego a Wy możecie mi to dać! Proszę weźcie to do serca. Pozdrawiam Melete.





Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Zawieszam bloga!!!!

Dział I: Oszukać przeznaczenie

Kilka spraw organizacyjnych.