12 Rozdział
Moja
nadzieja równie szybko znika, jak się pojawia. Julian macha ręką i wszystkie
strzały lecą w moją stronę. Robię unik i sprawnie ich unikam. Klnę pod nosem.
Biegnę do Rose. Czuję podmuch powietrza za sobą. Odwracam się w chwili kiedy
Pegaz rozprostowuję swoje skrzydła i staje dęba. Ratuje mnie! Zwracam się do
Rose.
-Rose!
Obudź się! Już!- otwiera jedno oko. Uśmiecham się. Żyję. Chcę jej pomóc kiedy słyszę
za sobą krzyk. Odwracam się. Jedna z łowczyń leży martwa na ziemi. Nie żyję
przeze mnie…
-Nie!-
krzyczę. Zbiera się we mnie olbrzymi gniew. Jak on śmiał. Jak ja mogłam się tak
łatwo nabrać… Patrzę na Rose a ona tylko kiwa głową. Przegryzam wargę. Chwytam
pewniej sztylet i biegnę w kierunku Juliana. Omijam Artemidę.
-Wracaj
idiotko!- krzyczy. Nikogo nie będę już słuchała. Nie dziś. Zamachnęłam się i tnę
w bok. Robi unik. Nie przejmuję się tym. Tnę jak szalona. Z lewej. Z prawej.
Góra. Dół. I tak ciągle. Ignoruję ból w ręce. Nikogo już nie skrzywdzi. Nie
mnie. Już nigdy. Obracam się i kopie go w ramię. Uśmiecha się tylko szatańsko.
Warczę. Nie przestaję go atakować. Kiedyś musi popełnić błąd. Tylko na to
czekam. W jednej chwili wytrąca mi sztylet i chwyta za gardło. Duszę się.
Próbuję się wyrwać, ale nie mogę.
-Nieźle.-
szepce mi do ucha- Nie dziwie się dlaczego ciebie wybrałem.
Kątem
oka widzę Artemidę. Mówi coś do łowczyń. Zwracam się do Juliana. Uśmiecham się
szatańsko. Nauczyłam się już do perfekcji.
-Tak…
Wiesz co?- podnosi brew do góry.- Pochyl się.
Zaskoczenie
na jego twarzy sprawia mi ogromną radość. Strzały wbijają się w jego plecy.
Syczy i mnie puszcza. Odbiegam od niego szybko. Podchodzę do Artemidy.
-Dzięki.-
mówię. Patrzy na mnie tylko krzywo. Uśmiecham się.
-Nigdy
więcej tego nie rób.- warczy. Wiem jednak, że jakaś odrobinka jej duszy cieszy
się na mój widok. Wzruszam ramionami.
-Co
teraz?- pytam. Zerka na mnie. Potem patrzy na Juliana, który już zdążył się
pozbierać.- Nie macie jakiś mocniejszych strzał?
Patrzy
na mnie wilkiem. Przewraca oczami.
-Zabierzemy
cię do domu.- mówi a ja niedowierzam.- UWAGA!!!
Robię
unik i upadam na ziemię. Jęczę. Chwilę później widzę przed sobą Pegaza.
Uśmiecham się. Chwytam jego grzywę. Odbijam się mocno od ziemi i ląduję za jego
grzbiecie. Zawracam i patrzę jeszcze na Juliana. Łzy spływają mi policzku.
Zaufałam mu. Naprawdę mu zaufałam a on tak mnie potraktował?
-Na
co czekasz?- warczy Artemida. Patrzę na nią zaskoczona. Co ja niby mam zrobić?
Patrzy na mnie wściekła a potem wrzeszczy- No wracaj do DOMU!!!
Mam
ją tu zostawić? Nie mogę. Patrzę na nią z szklistymi oczami. Odwraca wzrok i
biegnie w kierunku Juliana. Potrząsam głową i kopię Pegaza w boki. Przysiada a
potem odbija się od ziemi. Trzymam się mocno grzywy. Bez tego na pewno bym
zleciała. Gdy jesteśmy już wysoko zerkam jeszcze przez ramię na pole bitwy. Oni
wszyscy mogą zginąć. Rose, Artemida… Tylko przeze mnie a ja nawet się nie
pożegnałam. Zamykam oczy i przegryzam wargę. Pegaz przyspiesza a ja wiem, że za
niedługo trafimy w wir a ja znów wrócę do domu. I nigdy tu już nie wrócę.
Chwilę później czuję silny podmuch powietrza. Zaczyna się. Rozluźniam się i to
jest mój błąd. Nagle ktoś ciągnie mnie za włosy a ja tracę równowagę. Szybko
jednak łapię grzywę. Pegaz rży przestraszony. Odwracam się i czuje jak krew
odpływa mi z twarzy. Julian siedzi za mną i uśmiecha się. Nie on nie może. Jego
ręka sięga w moim kierunku.
-Zostajesz
ze mną.- szepce. Podnoszę brew.
-O
nie. WRACAM DO DOMU!- Zbieram siłę i kopię go w brzuch. Traci równowagę. Chce
się jeszcze czegoś złapać, ale ja już się zdenerwowałam. Kopię go prosto w
twarz. Spada a ja krzyczę do Pegaza- JUŻ!!!
Czuję
szarpnięcie. Czy mi się właśnie udało? Uśmiecham się błogo i czuję jak
odpływam. Tracę świadomość…
***
-Kochanie?-
słyszę kobiecy głos. Otwieram oczy. Przed sobą widzę mamę. Czy to sen? Czy
naprawdę wróciłam do domu… Podrywam się i siadam na łóżku… Jak ja się tu
znalazłam? Patrzę w zmartwione oczy mamy.- Wszystko w porządku?
-Niezbyt…
Głowa mnie boli…- mruczę i rozglądam się. Wszystko wygląda tak jak to
zostawiłam. Oddycham z ulgą. Żyję. Ale Artemida i Rose… One mogą już nie żyć.
Potrząsam głową. Nie, nie myśl tak!
-Zaraz
będzie kolacja…- patrzę jak mama wychodzi z pokoju i zostawia mnie samą w
pokoju. Przecieram oczy. Co się właśnie stało? I ile mnie nie było?
Zrywam
się z łóżka i wybiegam z pokoju.
-Mamo?-
krzyczę.
-W
kuchni!- idę tam. Mama podaję mi talerz. Przełykam gulę w gardle i z trudem
wyduszam z siebie.
-Ile,
ile mnie nie było?- pytam się i czekam na najgorsze. Patrzy na mnie i marszczy
brwi.
-O
co ci chodzi?- tym pytaniem zaskakuję mnie, ale… Przecież nie wiedziała gdzie
ja idę więc… Siadam do stołu.
-O
nic. Masz jeszcze rzeczy Juliana? Chciałabym je spalić…- mruczę i zaciskam
mocno palce na widelcu. Ten idiota. Jak mógł mnie oszukać! A ja się dałam…
-Jaki
Julian?- podrywam głowę i patrzę z niedowierzaniem na zaskoczoną mamę. Jak może
nie wiedzieć kim on jest? Ta parszywa świnia! Podnoszę brew.
-Nie
pamiętasz chłopaka, który u nas nocował?-kręci głową. Nie wierzę.- Dałaś mu
ubrania Jacka! JAK MOŻESZ NIE PAMIĘTAĆ!
Ostatnie
słowa już krzyczę. Co się dzieję. To nie może być tylko wytwór mojej wyobraźni.
Nie może… Łapie się blatu stołu i oddycham ciężko.
-Eli,
kochanie- mama podchodzi do mnie i przytula mocno. Łzy ciekną mi po policzkach.
Co się tutaj wyrabia? Przecież Julian był w moim świecie. Namieszał mi w głowie…
To nie mógł być tylko sen…
***
-Hej,
Eli!- odwracam się w stronę Amy. Staję i przegryzam wargę.- Nie uwierzysz!
Podnoszę
brew na znak, że jestem zaciekawiona. Krzyżuję ręce i uśmiecham się. Bądź miła.
Nic ci oni nie zrobili. Nie oni. Tylko Julian…
-Katy
nie idzie na maraton!
Pochylam
na bok głowę i patrzę na nią nic nierozumiejącym wzrokiem. Maraton? Przecież
jest już tydzień szkolny! A maraton już minął. Był już w sobotę. Mierzę wzrokiem
Amy. Czy ona mnie nabiera? Nagle rusza jak zaprogramowana w stronę klasy.
-Hej!
Przecież ten maraton już minął!- krzyczę za nią, ale nie zwraca na mnie uwagi.
Wchodzimy
do klasy a Amy siada obok Katy. Robię to samo.
-Musisz
z nami iść!- mówi Amy- Tak długo na to czekałaś. To ty wpadłaś na ten pomysł!
Katy
zerka na nas i widzę, że zaszkliły się jej oczy. O co tu chodzi?
-Dobra
Amy-kładę dłoń na ramieniu koleżanki, by zwrócić na siebie uwagę-O co Wam
chodzi?-Marszczy brwi i chce coś jeszcze powiedzieć, ale wtedy słyszę donośny
głos.
-ELPIDA
BRIGHT!- Podskakuję na dźwięk mojego imienia. Odwracam się od razu i widzę
wściekłą minę pana "Mrocznego”. Moje oczy robią się jeszcze większe.
Zaskoczona pytam się.
-Czy
się coś się stało Panie Profesorze?
-Byłbym
niezmiernie wdzięczny gdyby to ta przez wszystkich kochana i niesłychanie
dobroczynna Elpida łaskawie skupiła swoją uwagę na lekcji, a nie na
koleżaneczce. Zrozumiano!?
-Oczywiście
Panie Profesorze- odpowiadam. Odszedł. Czy to się już nie zdarzyło przypadkiem?
Zerkam na Amy i Katy. Mało co nie pękały z śmiechu. Marszczę brwi i patrzę
pustym wzrokiem na kartkę. Nie wiem nawet kiedy znajduje się przy tablicy.
Rozglądam się zdezorientowana. Jak ja się tutaj znalazłam?
-Elpida,
Elpida, Elpida...- Pan „Mroczny” poprawia sobie okulary i mówi dalej- I co ja
mam z tobą zrobić? Czy uważasz, że Chemia jest aż tak nudna?
-Co?
Ja? O co panu chodzi!- krzyczę- Przecież to już przerabialiśmy!
-Uważasz
się za najmądrzejszą uczennice, prawda?
-Co?-
ręce mi opadają. On nawet mnie nie słucha!...
-Wszyscy
mówią, "ach ta Elpida to jest dziewczyna. Miła, pomocna i do tego.."
A ty, co na to powiesz?
-Już
to...
-Oczywiście
jak wszyscy cię tak chwalą to myślisz, że dasz sobie radę sama z tym zadaniem?
Proszę bardzo, tłumacz nam wszystkim. Z chęcią cię usłuchamy.
Czy
ja się znalazłam w jakimś psychiatryku czy co?
-Proszę
pana my już to przerabialiśmy!
-Skoro
tak to nie powinnaś mieć z tym problemu!
Cofam
się. To nie jest normalne.
-Ale,
ale… ja nie wiem…
-Nie
podnoś na mnie głosu! Już ci mówię! Oblicz masę atomową miedzi, wiedząc, że w
jej skład wchodzą dwa izotopy występujące w przyrodzie: 63/Cu (stanowi 72,5%) i
65/Cu (27,5%) Proszę tablica do twojej dyspozycji.
Czuję
jak do oczu napływają mi łzy. Co się do jasnej ciasnej dzieję. Kręci mi się w
głowie. Patrzę na wszystkich. Tlen. Potrzebuje tlenu! I nagle czuję ból w
klatce piersiowej. Ten dzień… Wtedy poznałam Juliana. Odwracam się z prędkością
światła w stronę drzwi, ale nie ma go tam. Patrzę jeszcze raz na klasę. I
przechodzi mnie zimny dreszcz. Wszyscy są przywiązani linkami jak marionetki… Podchodzę
do pana.
-Proszę
pana?- nagle upada ciężko na ziemie z głuchym gruchotem. Podbiegam do niego i
odwracam głowę, która oderwała się od ciała. Wrzeszczę i odrzucam ją od siebie.
Upada. Patrzę na ciało nauczyciela. Jest z drewna. Sprawdzam innych uczniów i wszyscy
tak samo nie są ludźmi.
-Myślałaś,
że możesz mi uciec?
Odwracam
się. Julian opiera się o ścianę. Uśmiecha się i podchodzi powoli do mnie. Jego czarne,
rozczochrane, kręcone włosy ma całe we krwi. Rose i Artemida! Oddalam się od
niego. Nie mam zamiaru by do mnie się zbliżył. Jednak on wybiera sobie jedną z
lalek i patrzy na nią.
-Niezły
pomysł z marionetkami, co? Podoba ci się? Ty też to na mnie zrobiłaś...
-Nie wiem o czym mówisz! Oddaj
mi moje życie, świnio!
Śmieje
się i odrzuca ciało. W następnej sekundzie znajduje się przy mnie. Dotyka
mojego policzka a ja się krzywię.
-Wiesz,
co to znaczy Elpida po grecku?- szepce mi do ucha. Przełykam ślinę.
-
Nadzieja?- uśmiecha się a w jego oczach pojawia się pustka.
-Dokładnie.-
przyciągnął mnie mocno do siebie i trzyma w żelaznym uścisku.- A ja odbiorę ci
ją na wszelki sposób. Tak jak to zrobiłaś MI bardzo dawno temu!
~*~*~*~*~*
Hej! Okej. Ustalmy coś. Wiem nawaliłam. Przez taki długi czas nic nie dodawałam, ale wy też nie byliście lepsi. Jak wam się nie podoba to opowiadanie to piszcie jak podoba to piszcie!!! Potrzebuję równie waszej opini! Jest to dla mnie ważne. Więc PROSZĘ! Weźcie to sobie do serca! Nie wiem kiedy będzie następny rozdział. Jak chcecie innej mojej twórczości to zapraszam ;)
Mój drugi blog
Całuski, Melete
~*~*~*~*~*
Hej! Okej. Ustalmy coś. Wiem nawaliłam. Przez taki długi czas nic nie dodawałam, ale wy też nie byliście lepsi. Jak wam się nie podoba to opowiadanie to piszcie jak podoba to piszcie!!! Potrzebuję równie waszej opini! Jest to dla mnie ważne. Więc PROSZĘ! Weźcie to sobie do serca! Nie wiem kiedy będzie następny rozdział. Jak chcecie innej mojej twórczości to zapraszam ;)
Mój drugi blog
Całuski, Melete
Ooo. Wróciłaś :)
OdpowiedzUsuńHmmm... To mój pierwszy komentarz tutaj? Yyy... Może? Hahh xD Mądra ja.
Na początek.
Mogę udusić Juliana? Ten gościu mocno działa mi na nerwy -,-
Nie do końca ogarniam ten rozdział. Ona wróciła do domu? Czy to jakaś iluzja Juliana? Czy co? Bo się ciut zgubiłam...
Deja vu... Przypomniał jej dzień ich poznania. Interesujące.
Jak to ona odebrała mu nadzieję? Co?jak?gdzie?kiedy?
Kurde. Im więcej czytam twoich rozdziałów tym więcej mam pytań. No co za logika xD
Hah... Chyba mam gorączkę. Taaa... przeziębienie już jest, to może i gorączka. Może lepiej ja już przerwę swoje wywody, bo się robi coraz dziwniej :D
Pozdrawiam
Kate xXx
Haha. Cieszę się, że skomentowałaś. Tak. Ten rozdział jest trochę pokręcony, ale bardzo mi się podoba. Sama do końca nie wiem czemu xD Wszystkiego dowiesz się w następnym rozdziale kochana ;)
UsuńLubię dziwne rzeczy... (Patrz na rozdział u góry) Taaak. Życzę szybkiego powrotu do zdrowia, kochana ;)
Całuski i trzymaj się cieplutko!
Melete
Proszę :)
UsuńRozdział jest spoko. Bo w ogóle Ty fajnie piszesz, więc nie mam na co narzekać. I w częściach też to w miarę ogarniam. Tyle, że jak mam to wszystko razem złożyć to mi z głowy dym leci. Mózg się przegrzał xD Mam nadzieję, że wszystko wyjaśnisz w następnym rozdziale :)
Dziwne rzeczy? Oj, Ty chyba nie czytałaś moich wypocin. To, to jest masakra.
Dziękuję. Chciałoby się wyzdrowieć, bo już tydzień w domu siedze. I tak się zastanawiam czy nie wolałabym do szkoły chodzić... Kurde. Chyba serio mam gorączke.
Papatki
Rozumiem cię! Też tak mam. A jak już pójdziesz do szkoły to chcesz wrócić do domu. Skąd ja to znam? Spróbuję wyjaśnić, ale nie oczekuj ode mnie zbyt wiele ;) Ja i ta moja wyobraźnia!
OdpowiedzUsuńCałuski, M
Heej!! ^^
OdpowiedzUsuńDawno mnie tu nie było i Ciebie zresztą też. ;3
Rozdzialik jak zawsze wspaniały (ale to już norma) ♥
Szczerze mówiąc z tego wszystkiego zapomniałam
na czym zakończył się poprzedni rozdział i jaką rolę pełnią
niektóre postacie, ale na szczęście w dobrym czasie sobie przypomniałam <3
Pozdrawiam, Cassie
To prawda. Bardzo długo mnie tu nie było, ale to dlatego, że po prostu nie miałam pomysłu na dalszy ciąg. Nie przejmuj się. Też bym zapomniała na twoim miejscu.
UsuńDziękuję za komentarz kochana ;)
Całuski, M