8. Przestroga łowczyni

Idę ciemnym korytarzem. Nie widzę szczegółów. Wiem tylko, że ten korytarz jest długi i ciemny. Podświadomość mówi mi „nie idź tam”, ale coś mnie tam przyciąga. Idę przed siebie. Korytarz robi się coraz węższy I ciemniejszy. Daję dłonie na ściany i nie zatrzymuję się. Docieram do końca i widzę małe drzwi. Kucam i próbuje je otworzyć, ale bez skutku. Próbuję raz jeszcze. Na nic. Elpida. Usiłuję je otworzyć, ale coraz trudniej mi jest to robić. Elpida. Muszę je otworzyć. Muszę. Elpida. Czemu się nie otwierają? Elpida. Panikuję. Próbuję wyważyć je kopnięciem, ale znowu nic się nie dzieje. Elpida… Odwracam się i widzę trupią twarz, która leci prosto na mnie z okropnym wrzaskiem.

Otwieram oczy i widzę najohydniejszą istotę, jaką było dane mi widzieć. Jej małe, czarne oczka jak paciorki patrzą na mnie. Pierwszą moją reakcją byłoby wstanie i strzepnięcie tego stwora z mojego brzucha, ale nagle uświadamiam sobie, że nie mogę się ruszać! Czuję jakby moje ciało było przywiązane do tego czegoś, na czym leże. Zaczynam powoli panikować. Co się dzieje? Co ja tu robię? Gdzie jest Pegaz? Gdy próbuję się uwolnić stworek schodzi ze mnie i idzie gdzieś, ale nie wiem gdzie, ponieważ nie potrafię obrócić głowy. Próbuje się uspokoić. Wyobrażam sobie, że mam przed sobą czerwony balon. Taki fajny, zwyczajny. Biorę głęboki wdech i wypuszczam powietrze chcąc by ten balon się oddalił. Skupiam się i po kilku kolejnych wdechach i wydechach jestem już całkowicie spokojna. Julian... Mogę się z nim porozumieć przecież za pomocą telepatii! Wysilałam się znów. "Julian? Julian! Proszę, potrzebuję Cię! Julian..."
-On Cię nie usłyszy...
Słyszę, ale nie widzę osoby, która to powiedziała. Próbuję się znów uwolnić, ale na nic. Czuje się okropnie nie widząc, co się dzieje wokół mnie!
-Wypuść mnie! I to natychmiast!- Krzyczę do tej osoby. Nie pozwolę sobie na takie traktowanie! Słyszę śmiech a potem mogę już spokojnie się poruszyć. Siadam i wstrzymuję oddech. Widzę przed sobą najpiękniejszą kobietę na świecie. Jej kasztanowe włosy są upięte w luźny warkocz a jej niebieskie oczy zdawały się mnie przewiercać na wylot. Na głowie ma srebrną tiarę z księżycem na środku. Naszła mnie szalona myśl, która tak między nami, zdarzała mi się coraz częściej.
-Dziwna rzecz.- Mówię.
-Tak? A dokładniej?- Patrzy na mnie badawczo a ja wiem, że nie mogę odwrócić wzroku. Chociaż coraz bardziej czuję się jak zwierzyna.
-Przypominasz mi pewną boginie, ale jest to niemożliwe.
-Czemu?
Zauważam w jej oczach iskierki rozbawienia. Nie to niemożliwe. Ona nie może być boginią. Aż tak nie zwariowałam!
-Przypominasz mi Artemidę- odpowiadam- Boginię łowów i księżyca, siostrę bliźniaczą Apolla.
Patrzy na mnie a potem wybucha śmiechem.
-Wiedziałam, że coś z ciebie będzie!- Mówi, ale nie do mnie. Zwraca się do tego stworka. Coś mu szepce na ucho a on pospiesznie wychodzi. Zanim zdążę zadać jakiekolwiek pytanie kobieta podchodzi do mnie.
-Więc moja droga. Jak bardzo ci przypominam Artemidę?
To pytanie wytrąca mnie z równowagi. Czemu zadaje mi takie dziwne i głupie pytanie? Patrzę na nią jak na wariatkę, ale po chwili wiem, że nie żartuję. No cóż gorzej być nie może. Biorę wdech i wreszcie mówię.
-Bardzo. Piekielnie dobrze nią grasz.
-Gram?- Znów się śmieje- Kochana. Ja jestem Artemidą!
-A ja jestem Zeusem. Miło mi.- Mówię sarkastycznym tonem.
Nagle niebo rozdarły pioruny a ja podskakuję na łóżku. Rozglądam się po pokoju przy okazji zauważając, że był on zwykłą jaskinią! A moje posłanie to tylko skała, na której położono skórę! Zwracam się do kobiety.
-Co to było? Burza?- Pytam się, chociaż boję się odpowiedzi.
-Nie. To był Zeus. Pan Niebios. I radziłabym Ci go teraz przeprosić, jeśli nie chcesz natychmiastowej śmierci.
-Przepraszam- wyjąkałam a w środku czuję się jak skończona idiotka mówiąc do ścian jaskini.
-Lepiej. No dobrze przejdźmy do rzeczy. Pegaz...
-Gdzie jest Pegaz!- Wstaję i patrzę wyczekująco w jej niebieskie oczy.
-Wszystko u niego w porządku. Przecież to mieszkaniec Olimpu! Moje towarzyszki go pielęgnują...- Czuję ukłucie żalu. To ja powinnam się nim opiekować! Pegaz przecież mnie wybrał… chyba- A jeśli chodzi o Ciebie to jesteś tu, ponieważ mam do załatwienia pewną sprawę.
-Nie zostanę łowczynią- odpowiadam od razu.
Patrzy na mnie zdziwiona a potem wzrusza ramionami.
-A szkoda. Powiem szczerzę, że zastanawiałam się nad tym, ale ty jasno dałaś mi do zrozumienia. Chodzi mi o twój pobyt tutaj.
-Nie rozumiem.
-Wiem. Dlatego chcę ci to wytłumaczyć…
-Pani.
Do pomieszczenia wchodzi młoda dziewczyna, może o rok starsza ode mnie. Na sobie ma krótką sukienkę do kolan, sandały, i zawieszony kołczan na plecach. Jej jasne włosy wspięła tak jak Artemida w warkocz. Obrzuca mnie wzrokiem, który mówi sam za siebie. Nie chcę mnie tu.
-Wybacz mi Kallisto…-zaczyna Artemida, ale ja ją wyprzedzam.
-Kallisto? Ta Kallisto!- Wyrywa mi się i zanim ugryzę się w język Kallisto patrzy na mnie wściekła. No pięknie.  Weź pomyśl zanim coś zrobisz. Dziewczyna zwraca się w moją stronę a już wiem, że szanse na zaprzyjaźnienie się z nią, maleją do zera.
-Tak to jest moje imię. Czyżby coś ci się nie podobało?
-Co? Nie! Ja po prostu…- czuje się jak zwierzę zapędzone w ślepy zaułek. Wiecie ja czytałam mitologię i wiem, co powinno się zdarzyć a Kallisto nie miała zbyt przyjemnego życia. Według mitu miała zostać zamieniona w niedźwiedzia za to, że nie powiedziała Artemidzie, że Zeus ją zgwałcił. Taaaak. Chyba teraz rozumiecie moje położenie? Uśmiecham się słodko, co przeważnie skutkuję i mówię-, Bo wiesz słyszałam o tobie wiele rzeczy i jestem pod wrażeniem! Naprawdę!
-Oczywiście- mruknęła i odwróciła się znowu do Artemidy.- Proszę musimy porozmawiać!
-Czy coś się stało z Pegazem?- Pytam się i czuję coraz większy strach.
-Nie! I nie mieszaj się- burknęła Kallisto- Musimy powoli ruszać na polowanie. Takie stado jak to nie przytrafia się codziennie.
-Jestem tego świadoma. Jednak uważam, że to, co chcę powiedzieć Elpidzie- skąd zna moje imię?- Jest o wiele ważniejsze od polowania. Zrozumiano?
Kallisto patrzy na nią jakby jej nie znała. Zanim wyjdzie obrzuca mnie wściekłym spojrzeniem i znika w ciemnościach. Czyli mogę spokojnie zaliczyć ją do osób, które zamierzają mnie zabić. Bosko. Siadam znów na łóżku i czekam na dalszy ciąg wydarzeń.
-Na, czym przerwaliśmy?
-Na powiedzeniu mi czegoś bardzo ważnego- odpowiadam Artemidzie.
-Właśnie. Jak długo znasz Mirona?
Chwilę mi zajmuję zanim zrozumiem, że chodzi jej o Juliana. Wzruszam ramionami i odpowiadam.
-Może jakiś tydzień? Nie wiem.
-Kochasz go?- Nie muszę nic mówić. Mój rumieniec tłumaczy wszystko- Wielka szkoda- prostuję się a moje spojrzenie mówi, „Co? Jaka szkoda? Źle się czujesz!?”- Sądziłam, że tak to się potoczy, ale nie aż tak szybko. Elpido jesteś w wielkim a raczej w przeogromnym niebezpieczeństwie.
-W, jakim? Kto mi zagraża? Ten mężczyzna, który jest doradcą króla a tak naprawdę jest bestią? Czy może…
-Moja droga… To on ci zagraża.
-Kto?- Ta wymiana zdań zaczyna mnie powoli drażnić- Kto mi zagraża. Jaki on?
-Miron…
Patrzę w jej niebieskie oczy i próbuję zapanować nad wybuchem śmiechu. Czego niby miałabym się bać z jego strony? No dobrze, może jedynie odrzucenia, ale to jest nierealne! Uśmiecham się.
-Wiedziałam, że nie jesteś dosyć normalna- mówię- A teraz jestem tego pewna.
-Nie kłamie! Ja go znam i wiem, co z tobą zrobi. Nie chcę…
-Wybacz, ale nie mam ochoty na wysłuchiwanie głupot.
Wstaję i ruszam w stronę wyjścia, ale nagle obok mojego ucha przelatuję strzała. Odskakuję a potem odwracam się z niechęcią.
-Co wy macie z tymi strzałami? Zabić mnie chcecie?- Pytam z powoli rosnącą złością.
-Nie chcę cię zabić. Wręcz przeciwnie! Chcę cię uchronić! Wierz mi lub nie, ale on ci naprawdę zagraża.
-Nie zagraża mi! Ufam mu! - Mówię jeszcze spokojnie- Julian nigdy by mnie nie skrzywdził. Wiem o tym! A jeśli pozwolisz to wrócę już do zamku.
-Właśnie w tym rzecz!-Odwracam się i patrzę na nią. Podnoszę brew- Ufasz mu a to najgorsza rzec, jaka może się przytrafić ludziom. Są wtedy osłabieni. Jeśli myślisz, że ściągałabym cię tu tylko po to, żeby ci kłamać w żywe oczy to się mylisz.  Nie zawracałabym w ogóle tobą głowy!
-To świetnie!- Krzyczę- To nadal nie zwracaj na mnie uwagi! W ogóle skąd możesz wiedzieć, jaki on jest! Nie znasz go!
-Właśnie, że znam. Pamiętam jego ślub z Elpidą.
Patrzę na nią i nie rozumiem. W jej oczach widzę błaganie. A wiem doskonale, że bogowie nie proszą.
-Chcesz chyba powiedzieć, że pamiętasz nasz ślub. Przecież jestem tamtą Elpidą…
-Nie, nie jesteś! Właśnie w tym rzecz!- Czuję jakbym dostała cios w brzuch.
-Nie wierzę ci. Julian mówił…
-Nie rozumiesz? On jest zły! Ty wcale nie jesteś tą Elpidą! On chcę cię tylko omamić!
Cofam się do tyłu. To niemożliwe. Powiedział, że nią jestem. Naprawdę mnie okłamał? Nie, przecież, gdy to mówił to był tego naprawdę pewny. On nie może być zły. Nie Julian. Przecież on. Pierwsza łza leci mi po policzku a reszty nawet nie powstrzymuję. On nie może się okazać zły. Nie może się okazać, że zostałam oszukana! Nie ja.
-On… nie… mógł… ja… go… ufałam mu- z trudem powiedziałam to i chwilę później płakałam jak małe dziecko, gdy czegoś się przestraszy.- NIE WIERZĘ CI!
Krzyczę do niej a wszystkie moje emocje wyładuję na niej.
-Czemu nie chcesz mi uwierzyć! Przecież chcę dla ciebie dobrze…- mówi do mnie a ja nie wytrzymuję już dłużej.
-CZEMU? JESTEŚ ARTEMIDĄ! NIENAWIDZISZ CHŁOPCÓW, WIĘC TO JASNE, ŻE KAŻDEMU BYŚ TAK POWIEDZIAŁA! I NIE CHCESZ DLA MNIE DOBRZE!
-A WŁAŚNIE, ŻE CHCE, BO WIEM, CO ZROBIŁ TAMTEJ ELPIDZIE!- Artemida nie wytrzymuję i krzyczy na mnie a ja nią.
-CZEMU ONA TAK CIĘ INTERESUJE!
-BO BYŁA MOJĄ BLISKĄ PRZYJACIÓŁKĄ!
Gdy to usłyszałam podziałało to na mnie jak wiadro zimnej wody. Patrzę na jej zdeterminowaną twarz i nie wiem, co na to odpowiedzieć. Biorę kilka wdechów i uspokajam swoje emocje. Przestań grać jakąś Diwę, nakazuję sobie.
-Przepraszam- Artemida skina smutno głową a ja ciągnę dalej- Jednak trudno mi w to uwierzyć. Wybacz mi, ale ty…
-Wiem. Myślisz, że jestem tylko po stronie dziewczyn i nie patrzę obiektywnie?
Kiwam głową.  Artemida wdycha i siada na łóżku. Czuję się nieswojo. Bawię się nogą i kreślę kółka na ziemi. Nie mija chwila, kiedy Artemida wstaję z okrzykiem radości i zmierza do wyjścia. Przestraszona odskakuję od niej, ale ona chwyta mnie za rękę a uchwyt ma zadziwiająco silny i ciągnie mnie za sobą.
-Gdzie idziemy!- Pytam się, przy okazji wycierając twarz z łez.
 -Nie wierzysz, tak? Nie jestem obiektywna, tak? To zobaczymy, co powiesz po tym jak to zobaczysz!
-Co masz na myśli.
Odwraca do mnie głowę i uśmiecha się do mnie szatańsko a ja już wiem, że nic dobrego z tego nie wyniknie. Gdy wybiegamy przez jaskinię widzę Pegaza, który mnie zauważa i rży uradowany. Podchodzimy do niego a Artemida nakazuję mi na niego wsiąść.
-A ty?- Pytam się.
-Wsiądę z tobą- odpowiada jakby nigdy nic.
-Acha- odpowiadam przesuwam się i robię jej miejsce. Czuje się dziwnie. Za mną siedzi bogini. Bogini! O wiele potężniejsza ode mnie. Przy niej to jestem nędzną mrówką! A jednak niby chcę mi pomóc. Gdy już jesteśmy gotowe do odlotu a Pegaz wierci się, raz jeszcze postanawiam zapytać Artemidę o cel naszej wyprawy.
-Och, wstąpimy do moich sióstr, którym bardziej uwierzysz…
-Spotkam inne boginie!?- Radość powoli ogarnia moje ciało, ale Artemida gasi mnie bardzo szybko.

-Tak, ale najpierw wstąpimy na cmentarz kości…
O to i kolejny rozdział! 
Dziękuję wszystkim, którzy to czytają.
Jesteście dla mnie naprawdę ważni.
Dziękuję i pozdrawiam.





Komentarze

  1. Hejkaa ;) Świetny rozdział :D Bardzo mi się podoba. Widzimy się w szkole. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Witaj Melete!!!
    Świetny rozdział. Masz bardzo ciekawe i kreatywne pomysły. Z utęsknieniem czekamy na kolejne rozdziały.
    Ps:Życzymy weny
    ~Kamila i Wiktoria

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziękuję za ten komentarz, który zresztą bardzo dużo dla mnie znaczy zwłaszcza, że jest on od Was. A i spróbuje szybko napisać kolejny rozdział ;)
    xxx Melete

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Zawieszam bloga!!!!

Dział I: Oszukać przeznaczenie

Kilka spraw organizacyjnych.