10. Grób, kłótnia i pułapka.
Witajcie kochani!
Jak tam średnie? U mnie pasek! Tak się bardzo cieszę.
A u Was? Mam szczerą nadzieję, że tak. A jeśli nie to nic!
Idzie się dalej...
"Skoro nie można się cofnąć, trzeba znaleźć najlepszy sposób, by pójść naprzód."
Kolejny rozdział już X!!! Tak się cieszę. Mam nadzieję, że się Wam spodoba.
Kolejny rozdział już X!!! Tak się cieszę. Mam nadzieję, że się Wam spodoba.
Ps. Jeśli macie do mnie jakiekolwiek pytania, śmiało na nie odpowiem!
Pozdrawiam xxx Melete
Co się robi, kiedy ktoś grozi ci śmiercią? Hmn pomyślmy… A to całkiem proste. Bierze się nogi za pas i ucieka najszybciej jak się da!
Nie wiem, co robię i gdzie biegnę,
więc ufam teraz bezgranicznie Artemidzie. Nie wierzyłam, że kiedykolwiek to powiem.
Bogini skręca w boczny tunel a ja za nią. Prze chwilę panuję całkowita
ciemność. Potem, nie wiem jak, ale zapalają się pochodnie. Tunel jest prosty,
więc nawet łatwo się biegnie. A chociaż tak myślę dopóki prawie, co się nie
potykam i nie skręcam sobie karku. Prostuję się i oddycham z ulgą a po
chwili coś do mnie dociera. Artemida znikła mi z pola widzenia! Zaczynam
panikować.
-Artemi…- Ktoś mnie chwyta od
tyłu i zakrywa dłonią usta. Zaczynam się wiercić i kopać.
-Już, już. Uspokój się!-Szepce
mi na ucho bogini. Macha dłonią i cofa się kilka kroków do tyłu a ja z nią. Jesteśmy
w ciemnym i niskim zaułku. Chcę już coś powiedzieć, kiedy słyszę kroki wrogów.
Przebiegają przed nami nawet nie zwracając na nas uwagi. A myślałam, że to JA,
nie jestem zbytnio spostrzegawcza. Przecież powinni, chociaż poczuć zapach. No
wiecie. Mają lepszy węch i słuch. Znikają a ja zerkam kątem oka na Artemidę.
Uśmiecha się do mnie. Gdy chcę spojrzeć na nią ona nagle znika. Odskakuję i
zduszam krzyk. Zostawiła mnie? Jak mogła?! Na czworaka idę do miejsca, w którym
jeszcze przed chwilą była. I tu znowu prawie dostaję zawału serca czując jej nogę.
-Spójrz kątem oka- słyszę jej
głos i wiem, że z trudem powstrzymuję śmiech. Robię to, co mi powiedziała i
znów ją widzę.
-Co to za czary?- Pytam,
chociaż nie potrafię ukryć uśmiechu. Wzrusza ramionami.
-Bardzo proste- tu posyła mi
perskie oczko i wstaję- Chodź. Na razie nie mogą nas ani widzieć ani poczuć.
Szybko, zanim wrócą!
Idę za nią i zanim się
spostrzegłam znów wróciliśmy do punktu wyjścia. Stajemy przed jeziorkiem. Patrzę
w górę i widzę dziurę przez, którą się tutaj dostałyśmy. Tylko jest jeden
malutki problem. On jest tam na górze a my tu na dole. I żeby tam się dostać
musielibyśmy sobie chyba wyhodować skrzydła! Zerkam na Artemidę i wiem, że ona
też nie wie, co teraz począć.
-To… Co teraz?- Zadaję
pytanie, które aktualnie nas dręczy. Na to ona marszczy brwi i przygląda się
wodzie jakby miała się tam pojawić odpowiedzieć.
-Masz- podaje mi sztylet.-
Stój na czatach a ja tu się trochę porozglądam.
-Teraz się to będziesz
robiła?- Patrzy na mnie a ja wiem, że przesadziłam. Marszczy brwi i podnosi
podbródek.- No, bo myślałam, że jak tu wchodzimy… bo ty tak chciałaś…- jej
wzrok wcale mi nie pomaga. Jest przerażający! Pierwszy raz w życiu zaczynam się
jąkać- Że… wiesz jak stąd… potem wyjść!
Krzyczę i odwracam się od
niej. Uspokajam się i obserwuję grotę. Nie chcę poganiać Artemidy, ale boję
się, że zaraz ktoś lub coś wyskoczy i mnie zabiję. Obracam się do niej by to
powiedzieć. Kiedy tylko to robię nagle tracę grunt pod nogami i czuję ogromny
ból w kostce. .Upadam na skałę. Coś zaczyna mnie ciągnąć.
-Artemido!!!-
Krzyczę. Próbuję się czegoś złapać. Niestety nie mam, czego. Widzę jak łowczyni
biegnie w moją stronę. Jest za daleko. Nie da rady do mnie przybiec na czas. Co
robić, co robić? „Ej pani „panikuję za każdym razem” To coś, co masz w ręce
chyba do czegoś służy, nie?” Racja! Mam sztylet.
Przewracam
się na plecy i kopie z całej siły bestię. Puszcza mnie. Od razu wstaję do pionu.
Rozjuszony potwór naciera na mnie a ja nie wiedząc w ogóle, co robię, robię
unik a potem wbijam sztylet w szyje. Z rozsądnego puntu widzenia w wbijanie go
w plecy nie miałoby sensu, ponieważ nawet nie przebiłby się przez sierść.
Bestia upada a ja patrzę na nią. Artemida podbiega do mnie.
-Wymiatam po
prostu- mówię do niej i uśmiecham się szeroko. Zabiłam go! Naprawdę potrafię
się bronić! Dziękuję filmy i książki akcji, że mnie tego nauczyłyście! Oddycham szybko i płytko. Wiem już, że moja
kondycja jest nie okropna, ale wręcz beznadziejna.- Gdy to przeżyję. Nigdy,
prze nigdy… Nie opuszczę żadnego w-fu.
Artemida
tylko kręci głową i idzie w kierunku jeziorka. Staję nad nim i daję rękę do
wody.
-Co robimy?-
Pytam się.
-Wskakujemy
do wody.
-Co?- Bogini
powtarza a ja stoję i gapie się na nią jak na jakąś wariatkę.- Ty wiesz, że ja nie jestem rybą, tak?
Kolejny
potwór zmierza w naszą stronę, ale ja już jestem na to przygotowana. Gdy skaczę
omijam go i wskakuję mu na plecy. Po pierwsze nie jest to takie proste, na
jakie wygląda w filmach a po drugie wiecie jak on śmierdzi? Łowczyni
wykorzystuję ten moment, gdy potwór skupił się tylko na mnie i przebiła mu tchawicę
strzałą. Zeskakuję z niego i raz jeszcze pytam Artemidę o tą wodę.
-O bogowie…
same z tobą problemy. Chodź do mnie szybko.
Podchodzę do
niej a ona daję mi rękę na czoło. Zaczyna się modlić, ale nie potrafię jej
zrozumieć. Prawdopodobnie mówi starszą greką niż ja. Czuję ciepło, które
rozpływa się po całym moim ciele. Kiedy kończy zerkam na swoje dłonie i
zaskoczona przyglądam się im. Wszystkie moje żyły były widoczne a do tego
świeciły na niebiesko! Widzę dokładnie, kiedy jaka żyła się zaczyna i kończy.
Jak się zakręcają. Wszystko jak przez mikroskop! Gdybym nie miała zaraz umrzeć
to patrzyłabym na to przez kilka godzin. Artemida bez żadnego ostrzeżenia wskakuję
do wody a ja za nią. Pierwsze, co mnie uderza do zimno. Zaskoczona otwieram
usta i wdycham szybko powietrze. Przerażenie powoli zagnieżdżało mi się w
głowie dopóki nie zauważyłam, że potrafię oddychać pod wodą! Rozejrzałam się i
zobaczyłam jak bogini płynie w stronę dna. Co mnie trochę dziwi, bo wyjście
jest przecież na górze. Podpływam do niej. Czuję się jak w próżni. Żadne
dźwięki do mnie nie dochodzą. Nawet nie słyszę swojego oddechu. Jakbym
całkowicie ogłuchła. To paskudne uczucie. Przepływam obok czegoś, co przypomina
biały kamień wielkości piłki nożnej. Jednak, gdy przyjrzałam się temu z bliska
zamarłam. To jest czaszka. Ludzka czaszka! Płynę dalej i co jakiś czas
wyjawiają się kości. Najgorsze, że różnej wielkości. Od malutkich do dużych.
Najbardziej przerażały mnie małe czaszki. Jak one się tutaj znalazły? Co w
ogóle tutaj robią? „Cmentarz kości”… Taaaak.
Ta nazwa nabiera teraz całkiem innego znaczenia. Płynę dalej pełna obrzydzenia.
Nagle widzę światło na samym dole. Razem z Artemidą przyspieszamy tempa. Widzę
po jej minie, że jej też się tutaj nie podoba.
Jesteśmy już
naprawdę, blisko kiedy drogę przecina nam duch. Zatrzymujemy się. Jak na nasze
nieszczęście musi to być akurat ten.
-Nie
wyjdziecie stąd!- Mówi żołnierz.
-Pocałuj
mnie prędzej w cztery litery!- Odpowiadam mu. Jestem już wystarczająco zła. Za
dużo śmierci dzisiaj widziałam, chłopak, którego całowałam może się okazać
bardzo złym a grecka bogini, która generalnie nie powinna istnieć według naukowców,
wprost powiedziała mi, co o mnie myśli. Mam już tego serdecznie dość. Chcę już
płynąć dalej, kiedy Artemida mnie zatrzymuję. Chwyta mnie za rękę i przyciąga w
swoją stronę.- Co chcesz?
Warknęłam do
niej, co nie zrobiło na niej większego wrażenia.
-Mam
pomysł…- ja momentalnie wytężam słuch. Jej oczy bacznie przyglądają się
strażnikowi. Jakby chciała zobaczyć wszystkie jego słabości. Co pewnie teraz
robiła. Potem patrzy na mnie i szepce mi do ucha.- Płyń naprzód. Ja go jakoś
zatrzymam.
-Jak?- Tak
wiem. Dosyć głupie pytanie.-Nie zostawię ciebie tutaj!
Wiem.
Niezbyt ją lubię, ale nie zostawię jej. Bądź, co bądź pomogła mi. Na swój
sposób. Marszczy brwi a potem uśmiecha się.
-Czy to
znaczy, że mnie polubiłaś?- Jej uśmiech mówi „No powiedz to wreszcie”
-Nie. Po
prostu będę miała potem wyrzuty sumienia. Jasne?
-Oj tam, oj
tam. Nie martw się o mnie. Na twoim miejscu bałaby się o siebie. Na mój znak.
Jeden, dwa…
-Czekaj!
Jeszcze nie wyraziłam zgody! Nie!
-Trzy-
popycha mnie z niewiarygodną siłą a ja płynę najszybciej jak mogę. Nie zwracam
uwagi na hałas i ból mięśni. Muszę się z stąd wydostać! Przepływam obok ducha,
który chcę mnie już zaatakować, ale Artemida jest szybsza. Dopływam do białego
otworu i jeszcze raz patrzę za siebie. Widzę Artemidę, która walczy ze
żołnierzem. Nie wiem czy wygrywa, ale muszę być dobrej wiary. Ona jest boginią.
Nieśmiertelną boginią. Nie może umrzeć. Da sobie radę. „Nie martw się o mnie” Wpływam w dziurę zostawiając ją za sobą.
***
I od razu
mam wyrzuty sumienia. Jak ja mogłam tak szybko ją zostawić? Nie walczyłam. Nie
pomogłam. Jaki ze mnie potwór? Wypływam za powierzchnie i siadam na ziemie. W
dłoni nadal trzymam jej sztylet. Co się tam wydarzyło? Artemida… Czy da radę? Pokona
tego ducha? A jeśli coś się jej stanie… to tylko moja wina! Nie powinnam jej
zostawiać! Uderzam się dłonią w czoło. Co za tchórz ze mnie? Wstaję i rozglądam
się po okolicy. Gdzie ja jestem? Wygląda jakbym znalazła się w samym środku
lasu. Przez korony drzew widać pierwsze promienie słońca. Już jest nowy dzień…
albo minęło już kilka dni? Ile ja byłam
tam na dole? Albo ważniejsze pytanie. Jak ja się teraz dostanę do domu? Agh…
Czemu tu jestem! Po co? Kiedyś, przyznaję miało to sens. Po prostu uwierzyłam
Julianowi i tyle. Potem chciałam się dowiedzieć prawdy i w ogóle i da dam!
Jestem tutaj. Sama. W lesie. No po prostu cudownie. Weź się w garść. Wdech i
wydech. Jakby tutaj się obeznać w terenie. Rozglądam się i wpadam na szalony
pomysł. Uśmiecham się. Podchodzę do najbardziej stabilnego drzewa i zaczynam
wspinaczkę.
-Dobra.
Lekcję wychowania fizycznego, nie zawiedźcie mnie!- Po kilku minutach
zrozumiałam, że nie jest to takie trudne, jakie mi się wydawało! Gdy jestem już
na tyle wysoko by widzieć gdzie się znajduję zatrzymuję się. Gdzieś niedaleko
powinien być ten stary domek. Tylko gdzie? Dużą polanę nie trudno zobaczyć. Nie
wiedziałam jak się pomyliłam.
-Co robisz?
Zaskoczona tracę
równowagę i spadam kilka gałęzi niżej. Spadam tak dopóki boleśnie się nie
zatrzymam na jednej z grubszych gałęzi. Jęknęłam i rozglądam się. Kto to
powiedział? Nikogo nie widzę. Czy mi się coś przewidziało? Tak to możliwe.
-Uuuu, ale
zleciałaś. Bolało?
Przede mną
jak nic wyrosła ni stąd ni zowąd dziewczyna. Miała blond włosy z ciemnymi
pasemka i zielone oczy. Uśmiech nie schodził z jej twarzy. Siadam stabilnie.
Rozmasowuję sobie obolałe miejsca i patrzę na nią wilkiem.
-Nie
łaskotało. A ty to, kto?- Warknęłam. Dziewczyna jest niewzruszona moim tonem.
Wydaję się, że nawet go nie usłyszała. Przekrzywia głowę i bada mnie wzrokiem.-
Co się tak gapisz? Kim ty jesteś?
-Nie mam
imienia.
Tu mnie
zaskoczyła. Jak to nie ma imienia? Zaciskam palce na sztylecie. Musze najpierw
bardzo dobrze ją przepytać. Tutaj nie można nikomu ufać.
-Co tu
robisz?
-Stoję-
bierze liść i zaczyna się nim bawić. Dobra.
-Skąd
jesteś?
-Nie mam
domu.
-Chcesz mnie
zabić?
-Po co?
Wyglądasz ohydnie.
Więcej nie
mam pytań. Urażona zaczynam schodzić z drzewa. Nie będzie mnie byle, kto
obrażać! Gdy stoję na ziemi zaczynam iść przed siebie. Co z tego, że nie mam
kompletnie pojęcia gdzie idę? „Kisić to!”
-Ej, czemu
sobie idziesz?- Znowu ona. Podskakuję obok mnie. Zaczyna grać mi na nerwach.
-Idź ode
mnie!- Krzyczę do niej.
-Czemu?
Przecież…Wiewiórka!
Podskakuje
wystraszona. Patrzę na nią. Ona biegnie w stronę zarośli i znika w nich. Nie
mija chwila a wychodzi z nich wilk. Wystraszona wyciągam przed siebie sztylet.
Wilk tylko na mnie spojrzał i wstał na dwie łapy. Czy ja znowu mam jakieś
zwidy? Potem zaczął się on mocno świecić by po chwili stać się nową poznaną
dziewczyną. Jak ona to zrobiła? Stałam zaskoczona nie wiedząc, co dalej robić. Jak
to się stało? Kiedy?
-Kim ty
jesteś- mówię groźnym tonem i wskazuję na nią sztyletem. Ona wzrusza ramionami
i mówi.
-Jestem
zmiennokształtną. Potrafię się zmieniać w każde zwierzę. Jeśli o to pytasz.
Zmiennokształtna.
Czytałam kiedyś o nich. Fascynujące.
-W każde
zwierzę?- Pytam.
-W każde.
-Łał… Jak
mam cię nazywać?- Patrzy na mnie i nic nie mówi. Co uznałam za „ nazywaj mnie
jak chcesz? Mi to obojętne”- To może Rose?
Nie wiem
skąd wzięła mi się Rose. Czuję jednak, ze będzie to odpowiednie imię dla niej.
-Rose?
Podoba mi się!- Podskakuję i uśmiecha się szeroko. Ja też nie mogę powstrzymać
uśmiechu. Może nie będzie aż tak źle. W najgorszym przypadku po prostu ją zjem.
Jeśli ona nie zrobi tego pierwszą. Po drodze opowiadam jak się tutaj znalazłam.
Wbrew pozorom Rose jest bardzo dobrym słuchaczem. Nie wiedziałam jak bardzo
potrzebowałam wygadania się drugiej osobie. Gdy dochodzę do fragmentu o
Artemidzie kiwa głową i pyta.
-I dlatego
masz wyrzuty sumienia, tak?- Przytakuję głową- A nie powinnaś.
-Tak
uważasz?
-Jasne! To
bogini. Ich tak łatwo nie da się zabić.- Klepie mnie po plecach- Spokojnie! Nie
martw się o nią. Masz teraz mnie.
Uśmiecham
się do niej. Nie wiem, czemu i nie wiem, co to sprawiało, ale pierwszy raz, od
kiedy tu jestem czuję, że znalazłam bratnią duszę.

Wspaniały rozdział. Już polubiłam Rose <33 Pisz dalej :*
OdpowiedzUsuńDziękuję ;) Cieszę się, że przypadła do gustu :*
OdpowiedzUsuńxxx Melete
Potrzebuję twojego bloga bo muszę oderwać się od codzienności!!!!!! Proszę!Dokończ!!Tę!!!Historię!!!!
OdpowiedzUsuńDziękuję za tak miłą opinię. Chyba jedyną. Gdyby inni też tak myśleli :( Trudno jest pisać gdy prawie nikt tego nie czyta! Ps. Nowy rozdział już jest ;)
UsuńCałusy, M