9. Grób, kłótnia i pułapka.
Moi Kochani!
Za dwa tygodnie wakacje! Kto się cieszy? Ja bardzo :3
Jak oceny? Dobrze czy może źle? U mnie generalnie bardzo dobrze. Jestem z siebie dumna. Zwłaszcza, że matematykę zaliczyłam! Tak bardzo się ciesze! Jak już to zrobiłam, to wszystko jest możliwe! A wy? Piszcie.
No i nareście kolejny rozdział! Przepraszam, że tak długo musieliście czekać.
I dziękuję za wszystkie komentarze. Są dla mnie naprawdę dużą inspiracją.
Jesteście cudowni :*
Ma szczerą nadzieję, że Wam się spodoba :)
Pozdrawiam xxx Melete
Już nie czerpię z latania na
Pegazie tyle radości jak za pierwszym razem. Dziękuję bardzo świecie! Patrzę na
śnieżnobiałą grzywę mojego wierzchowca. Zamyślona zaplatam jego kosmyk wokół swojego
palca. Czy Julian jest naprawdę zły? Oszukiwał mnie przez ten cały czas? Byłam
dla niego niczym? To wszystko, było tylko snem? Potrząsam głową. Nie mogę
dopuścić do siebie takich myśli. A chociaż dopóki sama go o to nie zapytam.
Może się okazać, że to wszystko to tylko kłamstwo! Nic więcej. Tak jest! Tego
muszę się teraz trzymać, by nie oszaleć. Pegaz najwidoczniej zna drogę,
bo nie muszę nic robić. Klepię go po barku by go pocieszyć i dodać otuchy.
Parska w odpowiedzi. Uśmiecham się. Szkoda, że nikt teraz nie może mi dać
takiego „kopniaka na szczęście”. Odchylam głowę. Biorę głęboki wdech i cieszę
się delikatnym powiewem wiatru. Nic nie może mi zepsuć humoru. Nie pozwolę na
to. A chociaż spróbuję.
-To, dlatego zablokowałaś moje
połączenie z nim?- Nagle przypomina mi się sytuacja w jaskini. Artemida, która
do tej pory siedziała cicho poruszyła się niespokojnie.
-Skąd wiesz, że coś takiego
potrafię?- Pyta. Wzruszam ramionami. Odpowiedź jest chyba oczywista.
-Zgadywałam.
Nie muszę się odwracam by
wiedzieć, że Artemida uśmiecha się do mnie. Czuję na plecach jej świdrujący
wzrok. Teraz jednak muszę się skupić na najważniejszych sprawach. Czyli na
cmentarzu kości. Inaczej oszaleję jak
nic.
***
Gdy Pegaz obniża swój lot ja
przyglądam się baczniej terenowi. Czego się spodziewałam? Myślę, że może jakiegoś
wielkiego obszaru zasłanego trupami, kośćmi i tym podobnym. Po jakieś bitwie, która była tu w zamierzchłych czasach. Zapomniany teren. Nie. Przeklęte teren! A tu się rozczarowałam. Zamiast tego
zobaczyłam polanę a na środku małą, zniszczoną, drewnianą chatkę.
Lądujemy na ziemi. Artemida
zgrabnie zeskakuję z grzbietu. I uśmiecha się do mnie. Ja natomiast nie ruszam
się z miejsca i patrzę na dom. Nie ufam temu miejscu ani odrobinkę.
-Nie mieliśmy przypadkiem
lecieć na cmentarz?- Pytam się nadal bacznie obserwując teren.
-No tak. To tutaj- jak zwykle
Artemida odpowiada tym swoim tonem „O patrz zaraz umrzesz. Super!”
-Tu, czyli gdzie?- Pytam się a mój głos stał się mocniejszy i bardziej stanowczy. Zdziwiona tym popatrzyłam na
nią. Zerknęła na mnie, ale szybko odwróciła wzrok.
-Zaraz się przekonasz.
Podchodzę na Pegazie do drzwi
i przyglądam się im. Zwykłe, stare, zniszczone drzwi nic nadzwyczajnego.
Upewniwszy się najpierw czy teren jest czysty schodzę z Pegaza i idę za
boginią. Nie tego się spodziewałam po Cmentarzu Kości. Artemida wyciąga coś z
kieszeni. Przez chwilę nie rozpoznaję tego przedmiotu, ale potem nagle
przypominam sobie. Widziałam to w książkach od historii! Chwila…To jest Drachma.
Grecka moneta! Wkłada ją do zamka gdzie powinno się wkładać klucze i chwilę
później drzwi się otwierają.
-Zapraszam niedowiarku- śmieje
się a potem wchodzi do środka całkowicie znikając w ciemnościach. Jeszcze raz spojrzałam na drzwi. Zamieram. Przecieram oczy. Nad wejściem pojawił się nowy napis.
Δύναμη απόσπασης
Mogę się założyć, że przed chwilą go nie było. Patrzę na
Pegaza.
-I ja mam tam niby wejść?- Zwierzę parska, co można
uznać za „tak”. Cudownie! Wzdycham. Odchodzę
kilka kroków do tyłu. Biorę głęboki wdech i wbiegam do środka.
***
-Czemu się tak guzdrałaś?-
Artemida patrzy na mnie jakby to wszystko było moją winą! Nie przeszłam nawet
metra, kiedy ze ścian zaczęły wychodzić kościste ręce i łapały mnie, za co się
tylko dało. Przerażona biegłam dopóki nie wpadłam na Artemidę. Co od razu mówię
nie jest przyjemne. Plecy ma twarde jak skała. Od tamtego zdarzenia nie
opuszczę jej ani na sekundę.
-Przepraszam- mówię ostrym
tonem- Niestety nie mówiłaś, że mam nie podchodzić do ścian, z których wychodzą
jakieś łapska!
Artemida reaguję na to wzruszeniem
ramion i idzie dalej.
-Pfi! Jestem Artemidą i wiem
wszystko!- Mówię i naśladuję ją. Jednak jestem ciekawa tego, co chce mi pokazać,
więc kieruję się za nią. Po jakiś kilkunastu metrach z trudem powstrzymuję się
by nie nakrzyczeć jej prosto w twarz, co o niej myślę! Wiem jednak, że nic mi
to nie da, więc zamykam usta i kieruję się wciąż za nią kopiąc każdy napotkany
kamyk.
- Wiesz, nad drzwiami ukazał się taki dziwny napis- mówię do Artemidy- Nie wiem co on oznacza...
Nawet nie zwróciła na mnie uwagi. Dobrze. Skoro nie chcę rozmawiać to nie będzie rozmowy.Tunel robi się coraz węższy i niższy aż musimy iść na czworakach. Nadal obrażona burknęłam do bogini.
-Jesteś pewna, że to dobry
pomysł?- Coraz mniej mi się podoba to całe „pokaże ci”. Mam już powoli naprawdę
dosyć. Kiedy mam już ochotę po prostu zawrócić moja ręka nie trafia na żaden
grunt. Tracę równowagę i przechylam się do przodu. „Już po mnie” zdążę pomyśleć i spadam w pustkę.
*
Myśląc, że to koniec wykazałam
się okropnym pesymizmem. Trafiłam, bowiem na kamienną zjeżdżalnie. Plus jest taki, że żyję a minus, że
zjeżdżałam na brzuchu i wszystko mam obdarte. Gdy już myślę, że te tortury
nigdy się nie skończą, świat chcę za wszelką cenę uświadomić mi, że się mylę.
Widzę przed sobą światło i nagle wpadam do wody. Byliście kiedyś na basenie i
zjeżdżaliście rurą, po czym na samym końcu znienacka wpadaliście do wody.
Czuliście wtedy ten szok, ale była ta mała radość. Tak i teraz ja się czułam.
Tylko, że zamiast radości była wściekłość i rządza zemsty na Artemidzie.
Rozglądam się po wielkiej grocie, ale nigdzie jej nie widzę.
-Hej! Gdzie ty do jasne
ciasnej jesteś?!- Krzyczę a mój głos niesie się po całej jaskini. Nagle czuję jakiś
ruch pod sobą. Wzdrygam się. A potem z krzykiem wyskakuję z jeziorka. Ze
strachem czekam na jakiegoś potwora. Ohydną kreaturę, która pożrę mnie żywcem. Może
to Kraken? Nie tylko nie on! Wtedy zostaną ze mnie tylko połamane kości i nikt
już nie będzie pamiętał o mnie! Widzę kształt wyłaniający się z wody i czekam
na najgorsze. I wtedy właśnie widzę Artemidę.
-Uważałaś byś może!-Warknęła i
wypluła wodę.
-A ty ostrzegałabyś przed
zapadniami!- Odpowiedziałam tym samym tonem. Nie odpowiada. Zamiast tego
wychodzi z wody i podchodzi do ściany. Dotyka
jej jakby czegoś szukała.- Co ty tam robisz?
-Otwieram drzwi- Dziękuję, że bardzo
dużo mi powiedziałaś. Zaczyna mi się powoli nudzić. W końcu, po prawej ściana,
po lewej ściana, generalnie dookoła mnie ściana. Odchylam głowę i myślę o wszystkim,
co mnie dotychczas spotkało. Jak martwiłam się o to, że Amy nie może iść na
nocny maraton, jak poznałam Juliana, wspólne korki, jak razem się obrzucaliśmy
kulkami papieru… o ludzie! Czuję jakby to się wydarzyło wieki temu! A podróż z
Pegazem do przeszłości! Hah. Kiedy to było. Nagle smutnieje i pogrążam się w nieprzyjemnych
myślach. Co by się stało gdybym nie powiedziała Julianowi „Tak”? Jak by to
wszystko się potoczyło?… Czy znalazłabym się tutaj z tą wredną boginią?
-Mam!-Krzyczy moja towarzyszka
a ja podskakuję wystraszona. Podchodzę do niej a ona coś przekręca w skalę i
chwilę później widzimy małą komnatę. Wchodzę pierwsza. Nie wiem skąd u mnie
nagle taka odwaga. Coś mnie tam po prostu przyciąga. Nie wiem, co i
nie potrafię tego opisać. Idę i chwilę później tracę świadomość. Budzę
się metr od ołtarza. Przeszywają mnie ciarki, kiedy na nie patrzę. Leży na nim ciało,
na który ktoś zarzucił biały materiał.
-Kto tam leży?- Pytam się
Artemidy.
-Zgadnij.
Nie muszę. Podchodzę wolno do
ołtarza i myślę, że bicie mojego serca słyszy chyba każdy w pobliżu. Podchodzę i zrzucam
materiał. Zakrywam usta dłonią by nie krzyknąć. Wiedziałam, że jest tam ciało,
ale nie byłam gotowa na ten widok. Najgorsze, że jest to dziewczyna. Prawą połowę
twarzy ma rozszarpaną a drugą tak poharataną, że nie można nic zobaczyć. Mój
wzrok kieruję się na klatkę piersiową a tam gdzie powinno być serce ziała
czarna pustka.
-Kto to jest?- Nie poznaję
mojego własnego głosu. Jest słaby i piskliwy.
-Elpida- widzi moją zdziwioną
minę i ciągnie dalej- Prawdziwa Elpida. A ty nią natomiast nie jesteś.
-Nie wierze…
-Tak? To patrz na podpis panno
„Nie wierze nic, co mi się powie”.
Patrzę i czuję jak w brzuchu
coś mi się przekręca. Na złotej tabliczce widnieje napis „Tu została pochowana Elpida. Córka i Księżniczka…” Reszta została przekreślona
a na tym ktoś wyrył „Przyjaciółka” Patrzę
na Artemidę i wiem, kto to napisał.
-Naprawdę ją lubiłaś?- Pytam
się. Dopiero po chwili rozumiem, jakie to było dziecinne pytanie. A poza tym,
czemu czuję do niej współczucie? Zerka na mnie i uśmiecha się smutno.
-Ja jej nie lubiłam- widzi,
znów moją zdziwioną minę, bo po chwili mówi dalej- Ja ją szanowałam. Była
między nami więź, której nikt nie mógł zniszczyć… No prawie…
Nic nie mówię, bo nie ufam już
swojemu głosowi. Wymuszam uśmiech, taki, który towarzyszy mi już od kilku lat i
przyglądam się, mimo protestów żołądka, Elpidzie. Na jej szyi zauważam rzemyk. Z
ciekawości sięgam po niego i w myślach proszę ją, żeby teraz w jakiś magiczny
sposób nie ożyła. A coś takiego, tutaj jest całkiem możliwe. Ściągam go i chwilę
czekam na jakąś reakcję łańcuchową, która ma mnie zabić. Nic się jednak
nie dzieję. Oglądam uważnie naszyjnik. Jest mały, lekki i szklany. Chociaż jest już
strasznie potłuczony to potrafię dojrzeć dawne zarysy. Czy to możliwe?
Rzucam naszyjnik w kąt. Słyszę
dźwięk tłuczonego szkła, ale nie zwracam jak zwykle na to uwagi. Gdzieś już
widziałam ten naszyjnik. I jak na złość wiem dokładnie gdzie. Na szyi osoby,
którą darze uczuciem.
-Chodźmy już stąd- mówię. Chcę
jak najszybciej się stąd wynieść.
-Nie chcesz jeszcze sobie
popatrzeć?
Odwracam się i patrzę z
nienawiścią na Artemidę. Nawet nie próbowała zataić tonu mówiącego „A nie
mówiłam?” Uśmiecha się do mnie z wyższością. Koniec. Moje nerwy już tego nie
wytrzymają. Mam swoją godność. Dwoma wielkimi
krokami pokonuję dystans dzielący nas i staję przed boginią. Patrzę na nią z
wściekłością i nienawiścią.
-I co? Mam powiedzieć, że masz
rację?- Warknęłam- A co? Może mam cię jeszcze całować po stopach? Przeprosić i
w ogóle?
Uśmiech nie schodzi jeszcze z jej twarzy. Do tego bezczelnie
pokiwała głową.
-A co mi możesz zrobić? Jestem
boginią!- Jej postać zaczyna się zmieniać. Robi się wyższa i jaśniejsza- Ty jesteś
TYLKO jakimś głupim śmiertelnikiem!
-Tak?- Śmieje się się- To,
czemu się mną tak interesujesz? Hmn? Po prostu mnie zostaw w spokoju!
Idę w kierunku wyjścia. Mam ją
gdzieś! Co z tego, że jest jakąś idiotyczną boginią. Nie dbam o to! Skoro ona
nie potrafi potraktować mnie z szacunkiem to niech nie liczy na to, że ja to
będę robiła. Wybacz, ale nie jestem osobą, która pierwsza wychodzi z wyciągniętą ręką.
-Nie wierze- słyszę szept
Artemidy i mimowolnie patrzę na nią. Jest piękna. Jej skóra emanuję energią a
oczy płoną władzą. Jeśli ona jest tylko boginią, która nie ma zbytnio dojścia
do władzy to aż boję się zobaczyć Hery.
-Co znowu?- Warknęłam.
-Ty w ogóle się nie starasz.
Tak łatwo się poddajesz? To wszystko jest dla ciebie niczym!? Żałosne…- Czemu
jej słowa aż tak mnie bolą? Nie
powinny przecież!- Naprawdę uważałaś, że dasz radę to wszystko naprawić? Czemu
tu jesteś? Hmn? Śliczny chłopak powiedział, że cię potrzebuję a ty od razu za
nim pobiegłaś? Tak łatwo wszystko rzuciłaś? A może po prostu chciałaś się czuć
potrzebna?- Jej słowa są jak igły. Wbijają się boleśnie w najskrytsze zakątki mojej świadomości. Odwracam wzrok i
patrzę w bok. Byle nie na nią.-A teraz boisz się na mnie spojrzeć? Myliłam się.
Jesteś słaba. Brzydzę się tobą…
To była kropla, która przelała
kielich. Za dużo tego. Czuję jak w oczach zbierają mi się łzy. „Płacz oznacza, że czujesz. Wierz mi. Wole
byś płakała niż trzymała to w sobie lub co gorsza byłabyś oziębła na czyjąś
niedole” Przypominam sobie, co Julian mi kiedyś powiedział, ale jeśli się
rozpłaczę Artemida powie, że jestem słaba.
-Przestań- nie poznaję swojego
głosu. Łagodny a zarazem mówiący, kto tu tak naprawdę rządzi. Jest o wiele
dojrzalszy od mojego. Gdzieś już go słyszałam…
-Proszę?- Słyszę jej śmiech.
Patrzę na nią w jej oczach płonie okrutna satysfakcja. Czemu mnie tutaj przyprowadziła?
Tylko po to by się ze mnie pośmiać? Dlaczego to robi?
-Nie słyszałaś? Zostaw mnie!- I
znów mówię nie moim głosem. Odwracam się i wychodzę. Wycieram wściekła łzy i
myślę jak by się tutaj wydostać. Na pewno droga, którą się tutaj dostałam
odpada. Co robić? Przeczesuję ręką włosy, co zawsze pomaga mi się skupić. Biorę
do ręki kamyk. Czym będzie ten kamyk? Myślę chwilę i już wiem. Tą całą
sytuacją. Moimi słabościami. Tym, z czym nie potrafię i boję się zmierzyć. Tą prawą, którą powiedziała mi przed chwilą łowczyni. Biorę
głęboki wdech i rzucam z całej siły o ścianę. Tak. Tego wszystkiego już nie ma. Tak jak i kamyka. Prostuję się i wracam do Artemidy. Nagle słyszę przeraźliwy wrzask. Zakrywam
uszy. Co się dzieje? Widzę Artemidę biegnącą w moją stronę.
-CO TY ZROBIŁAŚ?!- krzyczy na mnie.
-A MYŚLISZ, ŻE WIEM!?-
Odkrzykuję. Krzyk milknie a my rozglądamy się. Skąd to dochodziło? Patrzę na
Artemidę i już chcę się ją o to zapytać, kiedy słyszę.
-Elpida…- znam ten głos. Poczułam przeogromny chłód. Przełykam
głośno ślinę. Widzę po minie moje towarzyszki, że lepiej by było gdybym się nie
odwracała. Jej oczy jakby mi mówiły „Nie rób tego! Będziesz tego żałowała!” Ja
jednak muszę to zrobić. Czemu to robię? Najwidoczniej głupota ma nade mną wielką
kontrole. Patrzę do tyłu widzę trupią twarz, która leci prosto na mnie. Próbuję
się zakryć rękoma, ale to nic nie daję. Duch przelatuję przeze mnie a mnie
przeszywa nieprzyjemny dreszcz. Zjawa okrąża całą jaskinie a na końcu staję naprzeciwko nas. Przybiera bardziej wyrazistą
postać. Parę chwil później stoi przed nami grecki żołnierz w całym rynsztunku. Przemawia
a jego głos jest cichy i nieprzyjemny. Jakby od wielu lat nie pił wody… No tak.
On jest duchem…
-Nie możecie stąd wyjść…-wyciąga
miecz i wskazuję na nas. Wymieniamy z Artemidą przerażone spojrzenia. No a chociaż
z mojej strony przerażone.
-Możemy przejść. Jestem
Artemidą. Powierniczką wszystkich tajemnic o Elpidzie i jej grobie. Pozwól nam
przejść!
W tej chwili cieszę się ogromnie, że mam ją przy sobie. I kiedy już patrzę szczęśliwa na ducha, słyszę dźwięk przypominający podrzucanie
kamieni w worku. Rozglądam się rozkojarzona szukając miejsca skąd to
dochodziło. Dopiero po chwili zorientowałam się, że jest to śmiech żołnierza.
-Niestety rozkazy się
zmieniły- odpowiada a ja czuję znów nieprzyjemny chłód.
-Co masz na myśli?- Pyta
Artemida a ja znam już odpowiedź. I bardzo mi się ona nie podoba.
-Nikt nie może wejść ani wyjść- szepcę. Przypominam sobie drzwi. To ma sens! Artemida jeszcze mogła wejść, ale kiedy to zrobiła rozkazy się zmieniły. Jesteśmy w pułapce. Artemida spojrzała na mnie jakbym po skradała zmysły.
-Co?...- udaję się jej powiedzieć do żołnierz jej przerywa.
-Tak- patrzymy razem na niego-
Więc jeśli pozwolicie…-Nagle z ziemi zaczęły wyrastać kościotrupy, zjawy i człekokształtne coś, przypominające niedźwiedzie. Wszyscy oni wstali i czekali. Czekali za
rozkazy…By nas zabić...Duch się uśmiecha i patrzy na mnie i Artemidę. Widzę jeszcze w jego oczach okrucieństwo. Nie mogę raczej liczyć na litość-Muszę Was zabić, moje drogie.
Tak podobało Wam się? Jeśli tak to się cieszę!
Ps. Chcę Was zachęcić do ciekawego blogu o herosach. Gorąco zachęcam ;)
Pozdrawiam Was jeszcze raz!

Hejka ;) Tego to się nie spodziewałam. Świetny rozdział. Bardzo mi się podoba. <3 Pisz dalej. Życzę weny. <33
OdpowiedzUsuńPs. Najlepsze tekst Artemidy: "-Nie chcesz jeszcze sobie popatrzeć?" Hahaha padłam ;D
Dziękuję i cieszę się, że Cię zaskoczyłam. Wiesz staram się ;)
OdpowiedzUsuńxxx Melete
Witaj Melete!!!
OdpowiedzUsuńPiszesz po prostu CUDOWNIE!!! <3 <3 <3
To co piszesz jest tak wciągające, że nie można się od tego oderwać!!!! <3 <3 <3
Życzę weny <33
Wiktoria!
OdpowiedzUsuńDziękuję. Takie komentarze dużo dla mnie znaczą.
Dzisiaj lub jutro dodam kolejny rozdział.
Pozdrawiam xxx Melete