2. Coś niezbyt Ci idzie chemia, co?

Budzę się i rozglądam po pokoju. Co to było?! Przecieram oczy i ruszam do łazienki. Obmywam twarz zimną wodą i patrzę na moje odbicie w lustrze. Spogląda na mnie niewysoka blondynka z piwnymi oczami, wyglądająca na mniej więcej osiemnaście lat. Uświadomiłam sobie, że wyglądam jakbym pół nocy nie spała. Co zresztą było prawdą. Jak zwykle moje, lekko pofalowane włosy były w kompletnym nieładzie. Wzięłam szczotkę i zaczęłam je rozczesywać. Zastanawiałam się czyje mogłyby być te głosy, które mnie nawoływały we śnie. Brzmiały dziwnie znajomo. Jednak postacią, która najbardziej mnie interesowała był Julian. Co on robił w moim śnie? I co oznaczało to słowo? Nie musiałam patrzeć do lustra by poczuć, że na moje policzki wyskakują rumieńce. Co ja robię? Zachowuję się jak jakaś zakochana idiotka! Dosyć. Weź się w garść. Masz przecież wiele rzeczy na głowie i miłość na pewno ci nie pomoże! Spakowałam się, zamknęłam dom i wpakowałam się do samochodu, po czym wyjechałam w kierunku szkoły.
*
Zdyszana wpadam do klasy i siadam obok Amy. Wyciągnęłam książki na stół i witam się z przyjaciółką.
-Hej, jak tam?-Pytam- Mogłabym odpisać twoje zadanie z chemii? Nie potrafiłam po prostu go rozwiązać.
-Jasne- sięga do plecaka i podaję mi ćwiczenia- Nie wiem, co robić.
Unoszę brew jednocześnie gryząc ołówek.
-Jeśli Katy nie pójdzie na maraton. Ach to już nie będzie do samo!
-Spokojnie- zerkam na nią- Pójdzie. Mam zamiar dzisiaj zadzwonić do mamy, żeby przekonała mamę Katy na zmianę zdania. Zgodzi się. Oj jeszcze zobaczysz.
-Skąd możesz być tego taka pewna?
-Ej. No, bo bądź, co bądź, jestem jej córką. Prawda?
-Jasne.
-Zobaczysz mojej rodzinie się nie odmawia.
Musi się zgodzić. Znowu skupiam się na zadaniu. Chcę być dobrą uczennicą. Co mi na razie dobrze wychodzi. Jestem uczynna, zawsze chętna do pomocy i nader aktywna. Co nauczyciele cenią sobie. Jednak to wszystko psuję chemia! Związki, pierwiastki, mieszaniny, substancje... Nie daję rady z tym! Nienawidzę chemii. Już nawet nie wiem, co jest gorszę. Chemia czy może matematyka? Rozumiem, że jest to potrzebne i szanuję to, ale, po co się w to zagłębiać? Jakbym chciała wiedzieć więcej z tych przedmiotów poszłabym na rozszerzenie! Uspokoiłam się i wbrew mojej woli zaczynam myśleć o czymś innym. Jestem bardzo ciekawa, o co mogło chodzić w moim śnie. Te głosy... Kurczę skądś je znam. Tylko skąd? Nagle usłyszałam za sobą głos.
-Panno Bright!
Podskoczyłam i odwróciłam się przestraszona. Już otwieram usta by przeprosić pana „Mrocznego”, gdy widzę uśmiechniętego Juliana. Pokręcił głową.
-Nie ładnie spisywać- usiadł obok mnie i wziął mój zeszyt – Do tego nie potrafisz tego poprawnie robić.
Spojrzał na mnie tymi zielonymi oczami a ja myślę tylko o tym, jak tu się w nich nie rozpłynąć. Bierze mój długopis, który mam w ręce przy okazji dotykając moją dłoń. Delikatnie wyjmuję go nie spuszczając ze mnie wzroku. Nie mogłam nic poradzić, ale poczułam, że się rumienie. Patrzę jak piszę mi zadanie i tłumaczy jak było trzeba je rozwiązać. Niestety ja już dawno go nie słucham. Jestem za bardzo skupiona na jego twarzy. Widzę każdą jego słodką zmarszczkę, gdy mówi lub jak się uśmiecha. Opieram głowę o rękę i przyglądam się mu.
-Hej masz dzisiaj czas?- Zapytał mnie wyciągając mnie zarazem z zamyślenia.
-Hmn? A tak. A co?
-Musimy się wreszcie spotkać. Nie uważasz?
-No raczej by wypadało. To, o której ci pasuję?
Patrzy na mnie i uśmiech nie schodzi mu z buzi. Potem odgarnia włosy i mówi.
-Może o 17:30? Jeśli ci oczywiście pasuję.
Myślę, że jeśli do domu wrócę samochodem o 16:30 to spokojnie zdążę zrobić resztę zadania i porozmawiać z mamą. Więc czemu nie?
-Dobrze. Biblioteka dzisiaj o 17:30. Będę.
Puścił do mnie oczko i odwraca się w tej samej chwili, gdy do klasy wchodzi pan „Mroczny”. Powoli skupiam się na lekcji, gdy słyszę.-Nie mogę już się doczekać dzisiejszych korków. Patrzę na niego, nie mogąc powstrzymać uśmiechu, który pojawia się na mojej twarzy.
*
Wracam do domu z prędkością światła. Wbiegam na górę zdejmując plecak i rzucając go w kąt. Skaczę na łózko i wybieram numer mojej mamy. Czekam chwile i nareszcie mama odbiera.
-Skarbie, coś się stało?
-Nic tylko mam do ciebie taką malutką prośbę... Chodzi o Katy.
-Wszystko u niej dobrze?- Słyszę w słuchawce zaniepokojony głos mamy.
-Tak mamo. Spokojnie. Jest mała prośba. Czy mogłabyś zadzwonić do mamy Katy? Musisz ją przekonać, żeby pozwoliła jej pójść z nami do kina w ten weekend. Proszę. Wiesz, jakie to dla nas ważne.
-Oczywiście. Coś tam wymyśle.
-To świetnie. Poza tym pan „Mroo...
-Słucham?
-Pan od Chemii...
-Już lepiej.
-Kazał mi się dzisiaj spotkać z kolegą z klasy. Nazywa się Julian Molliery. Jest wysoki, ma czarne włosy, zielone oczy, śliczne zielone oczy i ten świetny uśmiech, który po prostu olśniewa...
-Córeczko?
-Proszę?
-Czy ty się przypadkiem nie zakochałaś?
Zamykają mi się usta. Czy to możliwe? Ja przecież znam go niecałe dwa dni! Jednak, gdy go widzę czuję takie ciepło.
-Nie mamo. Nie zakochałam się- mówię- No, więc tak. Dzisiaj o 17: 30 umówiliśmy się w bibliotece. Mogę iść?
-Ale skarbie czy nic ci się nie stanie?
-Spokojnie mamo. Gdybyś go spotkała... A poza tym będę pisać do ciebie, co pół godziny. Dobrze?
-Nie jestem przekonana. I nie podoba mi się to. Ale dobrze. Zgadzam się.
-Dziękuję mamo! Posyłam jej całusa i rozłączyłam się. Wbiegam do łazienki obmywam twarz, spinam włosy w luźny kucyk. Potem zbiegam na dół i zaglądam do lodówki. Po dokładnym jej przestudiowaniu postanawiam zjeść pyszną Lozannie a do tego biorę zimny sok jabłkowy. Podgrzewam jedzenie w mikrofali. Po trzech minutach słyszę dzwonek i wyjmuję moje danie i stawiam je na stół. Wzięłam pierwszy kęs i pyszna potrawa rozpłynęła mi się w ustach. Gdy już kończę zabieram się za zadanie, którego mam wyjątkowo mało. Potem biorę swoją torbę, zamykam dom i wsiadam do samochodu. Odpalam go i ruszam na spotkanie z Julianem.
*
Gdy docieram na miejsce Julian już na mnie czeka. Wychodzę z samochodu i wołam go po imieniu. Zaskoczony patrzy w moją stronę a potem uśmiecha się, na co moje serce reaguję przyspieszonym biciem. Podchodzę do niego i pytam.
-Długo na mnie już czekasz?
-Nie za bardzo. Nie musisz się przejmować.
-Jednak i tak cię przepraszam. Myślałam, że będę punktualna a tu klops.
-Nie przepraszaj. Zawsze lepiej poczekać na dziewczynę niż, żeby to dziewczyna miała czekać na chłopaka. Wtedy jest to już niewybaczalne.
Potrze na niego. Czy on jest prawdziwy? Jeszcze nigdy nie spotkałam się z chłopakiem, który byłby tak uprzejmy i kulturalny. Już się nie dziwie, czemu nauczyciele tak go uwielbiają. Wchodzimy do biblioteki i zajmujemy wolne miejsca. Wyciągam książki od chemii i otwieram na pierwszym rozdziale. Julian patrzy na to a potem uśmiecha się do mnie.
-Coś niezbyt idzie ci chemia, co?
-Żebyś wiedział.
Julian powoli zaczyna mi tłumaczyć wszystko od początku a ja wsłuchuję się w jego ciepły melodyjny głos. Gdy powoli zaczynam to wszystko rozumieć dziwię się, czemu przedtem tego nie rozumiałam. Po pół godzinie piszę do mamy, że wszystko u mnie dobrze i nie musi się denerwować, Kilka godzin później zaczęła dopadać mnie głupawka. Robię kulkę z papieru i rzucam nią w Juliana, Trafiam prosto w oko.
-Goool!!!- Krzyknęłam i zaczęłam się śmiać. On nie zostaję mi dłużny. Też robi kulkę i rzuca nią we mnie. Robię unik i zanim się spostrzegam urządziliśmy bitwę na kulki. Jednak po kilku rundach zaczęłam przegrywać. Nie sądziłam, że Julian może być tak zwinny. Nie poddawałam się tak łatwo. Rzucałam w niego aż pani bibliotekarka poprosiła nasz byśmy byli odrobinę ciszej. Posłuchaliśmy jej i z powrotem usiedliśmy na krzesłach.. Jednak ciągle chichotaliśmy. Julian powiedział, że już więcej mnie dzisiaj nie nauczy. Powoli zaczęłam się zbierać i wychodząc podziękowałam raz jeszcze za pomoc w nauce.
-To przyjemność- wzruszył ramionami pocałował mnie w policzek i odszedł. Patrzę jak powoli znika w mroku a na moich policzkach pojawiają się rumieńce. Kieruję się do samochodu. Po drodze nucę sobie piosenkę „Hej Soul Sister” i wrzucam torbę na tylne siedzenia. Już chcę wchodzić, gdy słyszę stukot kopyt. Zamieram. Kopyta? Odwracam się i widzę stworzenie, które nie powinno się tutaj w ogóle znajdować. Patrzyło na mnie swoimi mądrymi, brązowymi oczami. Wiem już dokładnie, że oszalałam. Stworzenie składa swoje piękne, silne, białe skrzydła a ja stoję niczym zahipnotyzowana. W głowie chodzi mi tylko jedno słowo.
-Pegaz. Jesteś Pegazem.

Koń uniósł głowę i zarżał radośnie. Mityczny Pegaz. Istota, która przez tysiąclecia była wielbiona przez wyznawców, dawała natchnienie pisarzom i artystom... Stała teraz przede mną.



Obrazek nie jest mój tylko z internetu. Tak tylko mówię, żeby potem nie było problemu ;) Mam nadzieję, że ten rozdział wam się spodoba. Życzę wam miłych świąt Wielkanocnych i dużo zdrowia
Link do piosenki "Hey Soul Sister"  https://www.youtube.com/watch?v=3JV74i4yvcA

Komentarze

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Zawieszam bloga!!!!

Dział I: Oszukać przeznaczenie

Kilka spraw organizacyjnych.