3. Skok w przeszłość? Łatwizna.

Pegaz. Najprawdziwszy pegaz stoi teraz przede mną. Jego śnieżnobiała sierść biła jasną poświatą. Jest po prostu piękny. Próbuję wyciągnąć drżąca z emocji rękę. Pegaz to widzi i powoli rusza w moim kierunku. Gdy dotykam jego ciepłych, miękkich chrap momentalnie się odprężam. Najwidoczniej sprawiam mu tym wielką radość, ponieważ coraz bardziej łasi się o pieszczoty.
-Co ty tutaj porabiasz Pegazie?- Podnosi głowę i wpatruję się we mnie swoimi brązowymi oczami. Patrzę w nie i nagle tracę grunt pod nogami. Świat zaczyna wirować a ja sama czuję jakbym była wsysana w ogromny wir. Chwilę próbuję z tym walczyć, ale szybko się poddaję. Zamykam oczy i tracę kontakt z rzeczywistością.
*
Nagle uderzam o ziemię. Zderzenie jest tak duże, że aż mi w uszach szumi. Leże tak aż czuję na policzku coś miękkiego i mokrego. Próbuję usiąść, ale w głowie zaczyna mi się kręcić. Poddaję się i kładę z powrotem. Wiem jednak, że nie jestem już w domu. Powietrze jest tu o wiele cieplejsze i czystsze. Do tego jest tu cicho. Zbyt cicho. Otwieram oczy i widzę nad sobą Pegaza.
-Gdzie my jesteśmy, Pegazie?
-Elpida!-Odwracam się i moje serce zamiera. Widzę Juliana jednak zarazem to nie jest on. Ubrany jest w togę. Tak to się chyba nazywało jak dobrze pamiętam z lekcji historii. Jego cera jest ciemniejsza a kręcone, ciemne włosy dłuższe. Biegnie w moją stronę a potem po prostu obok mnie przechodzi nie zwracając najmniejszej uwagi na moją osobę. Patrzę na niego zdezorientowana a on podchodzi do dziewczyny i przytula ją. Ona wydaję się trochę zaskoczona, ale uśmiechając się całuję go czule. Wstrzymuję oddech. Widzę jej twarz i prawie chcę mi się krzyczeć. Ona... Była mną. Miała na sobie białą suknię bez rękawów spiętą przy ramionach ozdobną, metolową zapinką. Nie powiem jest śliczna. Chociaż chyba powinnam powiedzieć, że to ja jestem śliczna. Nie wiem. Przyglądam się im dalej. Julian odgarnia jej włosy za ucho, na co ona reaguję szczerym uśmiechem. Jednak to musi być zbieg okoliczności, że ona wygląda tak jak ja. I nazywa się jak ja. Tak to tylko przypadek. Podchodzę do nich.
-Hej! Czy możecie mi powiedzieć gdzie?..-Chcę dotknąć ramienia Juliana by zwrócić na siebie uwagę, ale moja dłoń przechodzi przez niego. Krzyknęłam zaskoczona. Próbuję czegokolwiek dotknąć. Drzewa, krzaków, fontanny i nic. Przerażona zwracam się do Pegaza.
-Pegazie. Co chcesz mi pokazać? Wiem, że jestem tu przez ciebie i jeśli masz mi coś do pokazania to rób to szybko, bo długo tu nie wytrzymam.
Pegaz jakby mnie rozumiał i prowadzi mnie przez ogród do pustego pokoju. Patrzę na to zdziwiona a potem słyszę śmiech, który się nasila. Próbuję się ukryć, ale przypominam sobie, że przecież jestem dla wszystkich niewidzialna! Stoję, więc i czekam. Do pokoju wchodzi Julian i niby ja. Dziewczyna siada na łóżko i poprawia sobie włosy i małą tiarę. Ona jest księżniczką! Julian podchodzi do niej i uśmiechając się siada obok niej.
-Elpido- bierze jej dłonie- Kocham cię, od kiedy cię zobaczyłem. Wiem, że jesteś przeciwna temu ślubowi, ale obiecuję, że będę dla ciebie dobrym mężem. Nie będziesz żałowała. Więc proszę daj mi szanse...
-Mironie...- Że jak? Nazwała go Miron?- Moje serce boi się skrzywdzenia. Nie wiem czy wytrzymam odrzucenie, więc nie jestem pewna...
-Proszę. Obiecuję na Styks, że cię nie skrzywdzę, że zawsze będę przy tobie i nawet śmierć nas nie rozłączy.
-Obietnica złożona na Styks, jest potężna. Wiesz o tym?
Patrzy na nią a ja w jego oczach widzę prawdziwą miłość i oddanie.
-Wiem. Dlatego na nią złożyłem. Proszę cię, ukochana.
-A, jeśli się nie zgodzę?
Widzę jednak w jej oczach iskierki rozbawienia. Julian... Raczej Miron też to zauważył i uśmiechając się odpowiada.
-Znajdzie się na to sposób.
Pochylił się nad nią a mnie przeniosło znów do ogrodu. Zła spojrzałam na Pegaza.
-Pegazie! Chciałam zobaczyć jak to się potoczy. Nie...
-Ależ Królu!-Odwracam się i widzę dwie postacie. Jeden, wysoki mężczyzna również w todze i koroną na głowie a drugi o wiele niższy i grubszy mężczyzna z łysiną na głowie- Panie ten ślub to zły pomysł. Lepiej wydać twoją córkę za księcia Nemezjusza! Ten to jest chłop. Nie zaprzeczysz chyba?
-Drogi mój przyjacielu. Wiem, komu wydać swoją córkę a Mironowi dobrze z oczu patrzy. Do tego wygrał igrzyska! Jakim byłbym królem, gdybym słowa nie dotrzymał?
-Raczej złym.
-Dokładnie. I nie przejmuj się. Za niedługo nadejdą dobre czasy.
Król odchodzi a drugi zastaję i patrzy w taflę wody w fontannie. Nagle jego twarz wykrzywia się w potwornym grymasie. Oczy stają się malutkie i całkiem czarne. Zęby są ostre i długie. Ręce pokrywają łuski a z palców wyrastają ogromne pazury. Bestia patrzy na siebie i syczy.
-Oj tak, królu. Żebyś wiedział, że nadchodzą dobre czasy.
Zwracam się do Pegaza i mówię do niego ledwo powstrzymując łzy przerażenia.
-Proszę weź już mnie stąd. Błagam cię...Potwór odwraca się w moją stronę i węszy. Szybko przestaję i patrząc na mnie uśmiecha się okrutnie. Z przerażeniem uświadamiam sobie, że on mnie widzi! Robię krok do tyłu. Stwór szybko znajduję się przy mnie i zaciska mi pazury na szyi. Duszę się. Próbuję coś wymyślić, ale mózg odmawia mi współpracy. Nagle świat zaczyna wirować. Potwór puszcza mnie a ja zostaję wessana w wir.
*
Znów jestem na parkingu. Nic się tu nie zmieniło. Gdy patrzę na godzinę w samochodzie jest taka sama jak przed skokiem. Siadam na ziemi i oddycham ciężko. Wiem, że to za dużo jak dla mnie. To, co teraz się wydarzyło nie było normalne. Co to wszystko ma wspólnego ze mną!? Czemu świat postanowił zniszczyć wszystko, w co wierzyłam? Ocieram łzy. Pegaz podchodzi do mnie i trąca mnie w policzek. Jestem mu wdzięczna, że jest tu przy mnie. Chociaż zarazem jestem też zła, że pokazał mi to i zniszczył wszystko, w co dotychczas wierzyłam. Wyczuł chyba, że jestem na niego zdenerwowana, bo patrzy na mnie a w jego oczach widzę szczery smutek i przeprosiny.
-Nie jestem na ciebie zła. Tylko... To dla mnie za dużo. Po prostu nie wiem jak z tym sobie poradzić.
Pegaz potrząsnął głową na znak, że rozumie. Chyba naprawdę zwariowałam. Rozmawiam sobie jakby nigdy nic z mitycznym Pegazem. Wróciłam z właśnie z jakiegoś punktu w czasie. Nie no w porządku. Wstaję na chwiejnych nogach przy pomocy Pegaza i wsiadam do samochodu. Nie wiem jak mam w takim stanie prowadzić. Jednak dam radę. Jeszcze raz patrzę na Pegaza i głaszczę go po aksamitnym futrze.
-Dziękuję. Jesteś wspaniały. Czy jeszcze cię kiedyś zobaczę?

Zwierzę zarżało i stanęło dęba. Uznałam to za tak. Żegnam się z nim i powoli ruszam do domu. Po drodze myślę nad tym wszystkim. Coś mi się zdaję, że to dopiero początek dziwnych zdarzeń. A to, co dzisiaj mi się przytrafiło, to nic w porównaniu z tym, co mnie czeka.

Komentarze

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Zawieszam bloga!!!!

Dział I: Oszukać przeznaczenie

Kilka spraw organizacyjnych.