4. Proszę tylko o prawdę...
-Eli!-zdenerwowana odwracam się do Amy- Co się dzieje?
-Nie twoja sprawa!-Odpowiadam i kieruję się w stronę sali
gimnastycznej. Wchodzę do szatni i szybko się przebieram. Nadal nie mogę się
pozbierać po tym, co zobaczyłam zeszłego wieczoru. Skok w przeszłość? Wybaczcie
to nie dla mnie. Spinam moje włosy w kucyk i wchodzę na sale. Po drodze dotykam
mojej szyi, na której widniały ślady pazurów. Ten potwór mnie przeraził. Nie
przestraszył. O nie to za mało. Po prostu mnie sparaliżował. Musiałam jakoś
przekonać mamę, że bawiłam się kotem, tak mam kota, i on mnie tak podrapał.
Podchodzę do nauczyciela i pytam się, w czym mogłabym mu pomóc.
-Wyciągnij jakąś dobrą piłkę. Będziemy grać w zbijanego.
Cieszysz się?
-Yhm... Bardzo. Idę po piłkę. Szukam jakieś niezbyt twardej,
ale też, żeby nie była zbyt lekka. Znajduję idealną i wydaję okrzyk zwycięstwa.
Chcę już wyjść, gdy widzę Juliana. On też mnie zauważa. Próbuję jakoś się ukryć,
ale nie mam zielonego pojęcia gdzie. Wreszcie się poddaję i czekam na
nieuniknione. Myślę tylko „Błagam nie podchodź do mnie. Błagam nie podchodź do
mnie. Tam po drugiej stronie sali też jest przyjemnie”. Wiem już, że nie może
czytać w myślach, bo ciągle idzie w moim kierunku. Gdy się przede mną
zatrzymuję, wstrzymuję oddech. Szybko zbieram się w sobie i próbuję udawać, że
go w ogóle obok mnie nie ma.
-Elpido- zesztywniałam.
-Nie mów tak do mnie- odpowiadam. Dopiero po chwili rozumiem
jak głupio to zabrzmiało.
-Jak to?-Zaśmiał się-To jak mam do ciebie mówić?
-Nie wiem!- Warczę i nie zwracając na niego uwagi wychodzę i
idę do nauczyciela, który już zaczął lekcję. Nie muszę patrzeć na Juliana by
widzieć, że jest naprawdę zdziwiony moim zachowaniem. Przecież jeszcze wczoraj
śmiałam się z nim w bibliotece, kiedy udzielał mi korków. A teraz po prostu go
ignoruję. No cóż. Taka kolej rzeczy. Przecież mógł mi powiedzieć, że nie jest z
moich czasów! Jednak z drugiej strony jakby to zabrzmiało? „Hej Elpida! Nazywam
się Miron i pochodzę z przeszłości!” Tak, na pewno bym mu uwierzyła! Do kitu z
tym wszystkim! Trener bierze ode mnie piłkę i rozdziela drużyny. Stoję
zdenerwowana i czekam aż nauczyciel przydzieli mnie do jakieś drużyny.
-Hej- odwracam się i widzę Juliana- O co ci chodzi? Czemu
jesteś na mnie zła? Co ci takiego powiedziałem?
-Właśnie chodzi o to, że nic mi nie powiedziałeś!
-Co?-Wydaję się naprawdę zdezorientowany- Czego ci nie powiedziałem?
-Ej wy!-Trener zwraca się do nas- Przestańcie gadać i ruszać
swoje cztery litery! Elpida do tej drużyny a Julian do przeciwnej!
Zmierzam do swojej drużyny, ale Julian chwyta moją rękę.
-Okej. Nie mam pojęcia, o co ci chodzi. Jasne?-Kiwam głową- Jednak,
jeśli moja drużyna wygra tę grę, to wtedy mi powiesz?
Jak?! A niech to. Uderzył w mój słaby punkt. Nie potrafię
odmawiać wyzwań. Kocham je. I nawet, gdy często przegrywam to i tak się cieszę,
że podjęłam się ich, ale pierwszy raz w życiu nie chciałam go przyjąć. A jeśli
on coś zaplanował? Widział w przyszłości? Zaciskam usta i stoję przed nim nie wiedząc,
co odpowiedzieć.
-Dobra. Jak chcesz.... Mironie.
Uśmiecham się szatańsko i odwracam cieszą się chwilą chwały.
Gdy staję na boisku i patrzę na niego jest cały biały a jego źrenice się
zmniejszyły. Zaśmiałam się pod nosem. Słyszę gwizdek i gra się zaczęła. Jestem
prawie na całym boisku. Nie pozwolę mu wygrać. Chwytam piłkę i rzucam nią w
najsłabszą osobę w przeciwnej drużynie. Zostaję skuta a ja słucham pochwał
reszty drużyny. Gra toczy się dalej. Zostają skute dwie kolejne dziewczyny. Ja
natomiast jestem coraz bardziej pewna siebie. Julian nie poddaję się tak łatwo.
W pewnym momencie dostaję piłkę i trafia nią we mnie. Łapię ją bez problemu,
ale siła uderzenia jest tak duża, że piłka wypada mi z rąk i spada na podłogę.
Patrzę to na nią to na Juliana. Jak? Przecież jestem niepokonana! Nie mogę z
nim przegrać! Z dumą, jaka mi jeszcze została biorę ją i rzucam w kolejnego
gracza. Nie trafiam. Co się dzieję?! Za szybko zostałam zbita. Idę na aut i
pomagam matce zbijać przeciwników. Gra toczy się coraz gorzej. Gdy nie ma mnie
to nikt inny nie łapię piłek, więc nie mogę trafić z powrotem na boisko.
Krzyczę na innych, żeby łapali tę głupią piłkę. Co nie wychodzi im na dobre. Na
moim aucie pojawiają się kolejni gracze. Zżera mnie gniew tak ogromny, że gdy
rzucam w przeciwników i trafiam w ścianę to tynk z niej spada. Wreszcie
wychodzi matka z naszej drużyny. Współczuję jej. Ma przed sobą całą drużynę no
i Juliana. Walczy dzielnie i nawet długo, ale przegrana jest nieunikniona.
Przegrywamy z kretesem a ja proszę o pięć minut przerwy. Trener się zgadza a ja
wpadam do szatni. Jestem tak zdenerwowana i tak smutna. Przegrałam! Pierwszy
raz w życiu przegrałam i musiałam dzisiaj?! Siadam na ławkę. Słyszę dochodzące
z korytarza rozmowy dziewczyn z chłopakami. Chwilę się im przysłuchuję. Śmieją
się. Nagle zrobiło mi się strasznie smutno. Co ja wyrabiam? Chcę być normalną
dziewczyną? To zachowuj się jak normalna dziewczyna! To, co wczoraj się
wydarzyło... Nie może mieć takiego wpływu na moje życie! Podnoszę głowę i
ruszam. Nie jestem słaba. Co to to nie. Otwieram drzwi i wpadam na Juliana.
-Co ty...-Nie pozwala mi dokończyć i chwyta mnie mocno za
rękę i prowadzi do kantorka ze sprzętem. Słyszę za sobą szepty na mój temat i
Juliana a potem śmiechy i wściekła próbuję się wyrwać z jego uścisku- Puść
mnie! Natychmiast! Nie życzę sobie, a poza tym jest lekcja!
Mówię po prostu do skały. Powstrzymuję łzy gniewu. Wchodzę
do kantorka a on zamyka za mną drzwi. Przed oczami mam już przeróżne sceny i
jedna gorsza od drugiej. Patrzę na niego z pode łba i czekam.
-Czego ode mnie chcesz?
-Skąd wiesz o Mironie?- Pyta się, ale pytanie kieruję raczej
do ściany niż do mnie- Jak się dowiedziałaś?
-Pegaz-odpowiadam. Jak mamy sobie mówić prawdę to ja nie
zamierzam być gorsza- Spotkałam go wczoraj i on mi pokazał... Tak jakby część
przeszłości...
-Pegaz?!-Jego twarz znów blednieje. Opada ciężko na ziemię-
Czemu on to zrobił?!
-Moim zdaniem zrobił bardzo dobrze! Ile chciałeś mnie
jeszcze oszukiwać?
-A uwierzyłabyś mi?
I trach! Właśnie to pytanie zadałam sobie wcześniej. I co?
Uwierzyłabym mu? Raczej nie... Co ja plotę! Jasne, że nie. Siadam obok niego i
wzdycham ciężko.
-Nie.
-Dokładnie...
-Co nie oznacza od razu, że możesz mnie tak okłamywać!
-Ja po prostu nie chciałem cię znów stracić.
Zaniemówiłam. Słyszałam w jego głosie wielki smutek i ból.
Patrzę na niego i nie wiem, co zrobić. Jak mam się zachować? Nie mogę być
przecież dla niego tamtą Elpidą. Jestem tym, kim jestem i nie zmienię się.
Biorę do ręki piłkę i zaczynam się nią bawić. A może mogłabym go pokochać?
Czemu nie? Muszę przyznać, że jeszcze wczoraj byłam w nim zadurzona... A jeśli
on nie pokocha mnie taką, jaką teraz jestem? Co jeśli kocha tylko tamtą
Elpide?!
-Czemu w ogóle myślisz, że jestem tą Elpidą?-Rzucam to
pytanie, które staje teraz między nami- Skąd ten pomysł?
-Bo Pegaz mi powiedział. Zaprowadził mnie do ciebie. Widzi
moje zaskoczenie i śmieje się.-Ale jak?-Odpowiadam
-Czemu? Co cię skłoniło, żeby... O MÓJ BOŻE! Przecież ty już
dawno nie żyjesz!!!
-No dokładnie już...
-Nie mów! Błagam nie. Nawet nie wiesz, jaki mi z tym
wszystkim robisz mętlik!
-Wiem... Raczej wyobrażam sobie. Nie jestem takim wielkim potworem,
za jakiego teraz mnie bierzesz.
We mnie kłóciły się dwie osobowości. Jedna z nich chciała
dać mu szanse. Przecież na to zasługiwał. Jest taki smutny i biedny. Nie
zaszkodzi spróbować! Druga osobowość miała odmienne zdanie. Co mnie w ogóle on
obchodzi! Wyjdę jakby nigdy nic i go zostawię! Przecież go nie znam! Nie będzie
to wielki ból!
-Nie uważam cię za potwora. Tylko... Nie ważne. No zadałam
ci pytanie. Co tu robisz skoro jesteś już trupem.
-Coś mi nie daję spokoju a dokładnie dzień naszego ślubu...
-MIELIŚMY ŚLUB!!!
-Nie pamiętasz?- Ból. To kojarzy mi się z Julianem- Czyli w
ogóle mnie nie pamiętasz?
-Do wczoraj nie wiedziałam, że w ogóle istniejesz.
-Dobra-zgarbił się jeszcze bardziej- W dzień naszego
ślubu... Było coś nie tak. Nie wiem dokładnie, co. Jednak ty to czułaś.
Odmawiałaś, żeby ślub był tego dnia. Myślałem, że po prostu chcesz się wymigać.
Nie wiesz jak się myliłem. Byłaś wyjątkowo niespokojna. Próbowałem cię
odprężyć, ale bez skutku. Gdy składaliśmy sobie przysięgę nagle niebo przysłoniły
się ciemne chmury a wokół wszystkich zebranych pojawiła się gęsta mgła.
Trzymałem cię ciągle za rękę, ale w chwili, kiedy mgła ciebie zakryła...-Głos
mu się załamał- straciłem cię.
-Co się potem stało?- Wiedziałam, że go to boli.
Przypomnienie sobie tego wszystkiego na pewno nie jest przyjemne.
-Nie wiem. Zostałem uderzony w tył głowy. Obudziłem się wiesz,
kiedy?
-Następnego dnia?
-Nie. Dokładnie dwa lata temu.
-Proszę!? To, dlatego tak dobrze jesteś przystosowany do
naszego trybu życia. Przyznaję, że na początku trochę się dziwiłam. No, ale
współczuję ci. Naprawdę.
-Tak. Kiedy się obudziłem nie wiedziałem gdzie jestem i co
tu robię. Dopiero Pegaz mi uświadomił. Kiedy pokazał mi, że ty jesteś gdzieś
tu, niedaleko. Nie mogłem zaprzepaścić tej szansy. Postanowiłem się
przystosować. Nauczyłem się języka, gotować i wyglądać jak zwykły chłopak w
moim wieku. Byłem gotowy by cię zobaczyć. Myślałem, że będę ci, choć trochę
znajomy... Jednak to nie jest najważniejsze. Musisz mi pomóc!
-Nie zostanę twoją żoną...
Gryzę się w język. Jaka ze mnie idiotka! Julian patrzy na
mnie. Smutek widać na jego twarzy a spowodowałam go właśnie ja. Wzrokiem szuka
czegoś. Pewnie Elpidy, która go kochała i chciała z nim spędzić resztę życia. A
teraz stracił ją na zawsze.
-Julian... Raczej Miron! To nie miało tak zabrzmieć!
Przepraszam.
-Nie ważne, jak wszystko inne. Chodziło mi o to, że ja dawno
powinienem być w Hadesie. Nie wiem, czemu tam mnie nie ma, ale... Muszę się dowiedzieć,
co się stało podczas ślubu. Czemu zniknęłaś. Myślę, że to moje przeznaczenie.
Dlatego jeszcze nie jestem w podziemiu. I ty musisz mi pomóc.
-A może podziemie nie istnieje? Nie no. Skoro Pegaz istnieje
to, czemu nie i podziemie?-Zaczynam myśleć na głos- myślisz, że to twoje
przeznaczenie? A jeśli jesteś tylko duchem? Nie, wtedy nie mógłbyś niczego
dotknąć. Wiem! Jesteś demonem! Nie no to głupie. A jeśli...
-Co ty robisz?
-Myślę na głos. To chyba oczywiste!
-Tak. To jak? Pomożesz mi?
-Czemu ja?
-Pegaz nie bez powodu kazał mi ciebie szukać...
-Czemu tak bardzo go słuchasz?! Czemu mu tak ufasz?!
Wyciąga za koszulki naszyjnik. Na długim rzemyki wisi,
zrobiony z kryształu Pegaz. Jest tak piękny, że odbiera mi mowę.
-Pegaz od lat jest patronem mojej rodziny. Jeśli mam komuś
zaufać to właśnie jemu.
Przełykam ślinę. Biorę jeden głęboki wdech i zamykam oczy.
Próbuję się skupić. Jeśli pójdę to mogę zginąć. Przecież jest taka możliwość! Jednak,
jeśli nie pójdę to ominie mnie najprawdopodobniej największa przygoda w moim
życiu. Przecież od lat marze o takiej wyprawie niczym z książki z przystojnym
chłopakiem... Tylko właśnie. To tylko książka, a ja mogę tu naprawdę zginąć.
-Raz kozie śmierć- otwieram oczy i uśmiecham się pewna
siebie- zgadzam się!
*
-Co wy tam wyrabialiście!-Stoimy przez nauczycielem. Kiedy
skończyliśmy rozmawiać i wyszliśmy z kantorka, weszliśmy na salę idealnie, gdy
pan pożegnał uczniów- Sami do tego w kantorku. Nikt nie widzi i nie słyszy...
-Proszę Pana!-Mówię oburzona- To nie tak! Rozmawialiśmy
tylko!
-To prawda-włączył się Julian, któremu poprawiło się już
samopoczucie- Proszę nam uwierzyć.
-Ha! Jasne. Ciekawe, co powiedzą nauczyciele, gdy powiem im,
że dwójka najlepszych uczniów...
Umilkł nagle. Macham rękę przed nim. Żadnej reakcji. Patrzę
przestraszona na Juliana, który patrzył na trenera.
-Julian! Co się dzieję. On...
-Ciii... Czekaj.
Oderwał wzrok i pstryknął palcami. Trener jakby zbudził się
z transu i patrzy na nas.
-Co wy tu robicie? Jazda do domu! Przecież was nie
zatrzymuję.
-Nie chciał pan nic powiedzieć...-Nie kończę, bo Julian daję
mi rękę na usta.
-Wszystko dobrze- odpowiada- Do widzenia i miłego dnia
życzę!
-Do widzenia, młodzieży!
Macham na pożegnanie i szturcham Juliana. Stoimy przed
szatnią.
-Co to było? Jakiś trans?
-Podobne. To jest taka mała sztuczka, którą używam od dzieciństwa.
Wmawiam osobie różne rzeczy a ona mi wierzy. Przydatne. Myśli, że byliśmy cały
czas na lekcji.
-Łał, ale na mnie tego nie użyłeś, prawda?
-Nigdy tego nie zrobiłem i nie zrobię. Obiecuję. Rzadko
używam tego i tylko w skrajnych przypadkach. Mogę cię kiedyś nawet nauczyć-
uśmiecha się a po chwili szepcze- Dziękuję, że się zgodziłaś.
-Spoko. Skoro jest to związane ze mną to muszę się z tego
wywiązać. Racja?
-Tak. Do zobaczenia.
Odwraca się w stronę szatni męskiej a ja czuję dziwne
uczucie. Nie potrawie tego określić. Jest zarazem nieprzyjemne jak i wspaniałe.
Patrzę na oddalającą się sylwetkę chłopaka i pytam.
-A jak mam do ciebie mówić!
Spojrzał na mnie zaskoczony, ale po chwili się uśmiechnął i
odpowiedział.
-Jak chcesz. Może być Julian.
-Okej. Dzięki! Będzie mi łatwiej!
Przytaknął głową i rusza dalej. Ja również idę już do
szatni. Jednak zatrzymuję się. "Co ja robię? " Zdążyłam tylko
pomyśleć. Natchniona nagłym impulsem biegnę w stronę Juliana. Stoję przed nim i
całuję go w policzek. Rzucam „do zobaczenia” i biegnę zanim zauważy mój
rumieniec na twarzy. Wpadam do szatni i napotykam się na ciekawskie spojrzenia
dziewcząt. Uśmiecham się i idę przebrać. Co mi odbiło?! Jeszcze przed chwilą go
nienawidziłam a teraz całuję go na do widzenia?! Czemu raz go nienawidzę a raz
uwielbiam?! Czuję na ramieniu rękę i odwracam się. Widzę Amy i Katy.
-Eli. Bo my chciałyśmy cię przeprosić, jeśli...
Katy nie kończy, bo ja skaczę do nich i przytulam je z
całych sił. Wydają się zaskoczone, ale chwilę później wszystkie śmiejemy się.
-Nie przepraszajcie- mówię- Zły dzień mam i do tego no
wiecie jak to jest.
-Ty masz zły dzień?- mówi Amy- Przecież ugania się za tobą
chyba najgorętszy facet w szkole a ty masz zły dzień?
-Przestań.
-A tak w ogóle, co robiliście...
-Koniec tematu! Chodźmy na koktajl! Chcę koktajl i dostanę
go.
Idziemy. Rozpuszczam włosy i razem z dziewczynami ruszam w
stronę mojego samochodu. Wsiadamy cały czas się śmiejąc. Daję torbę na tylne
siedzenie obok Katy i ruszamy na koktajl. Jeszcze mi tego brakuję, że
dziewczyny uważają, że ugania się za mną Julian. Ach gdyby tylko znały
prawdę...
Obrazek z internetu ;)
Dziękuję bardzo za przeczytanie
mojego kolejnego rozdziału. Piszcie czy wam się podobało.
Pozdrawiam.

Komentarze
Prześlij komentarz