6. To jest moja córka!

Tak jak i za pierwszym razem wylądowaliśmy na ziemi. Z jękiem rozglądam się po okolicy. Znów jestem w ogrodzie pałacowym. Leże na trawie i nie mam zamiaru wstawać. Ból sprawia, że mam mroczki przed oczami. Czy to skakanie w przeszłość może być bardziej przyjemne? Czekam na Pegaza, który zmusi mnie do ruszenia się. Jednak nie poczułam, tak jak zamierzałam, miękkich i ciepłych chrap na policzku. Zamiast tego usłyszałam.
-Elpida! Σε παρακαλώ, έλα τώρα! To znaczy...Obudź się, proszę!
Czuję jak klęka obok mnie. Przewraca mnie tak, że leżałam teraz na plecach a słońce oślepiało mnie. Zła mówię do niego niewyraźnie.
-Co? Co tak krzyczysz?
-Och... Już się bałem, że coś ci się stało.
Widzę na twarzy Juliana szeroki uśmiech i ulgę w oczach. Kiwam głową na znak, że wszystko u mnie w porządku. Pomaga mi wstać i na wszelki wypadek podtrzymuję mnie ramieniem. W tym czasie podchodzi do mnie Pegaz a ja nie mogę się z nim nie przywitać.
-To, co robimy?- Pytanie kieruje do Juliana, który odszedł ode mnie i patrzył przed siebie. Nie usłyszał jednak mnie. Powtarzam się. Na nic. Ignoruję go tak samo jak on mnie. Głaszczę Pegaza, który wyglądał na wyczerpanego. Uspokajam go i odwracam się niechętnie, mówiąc - Wiesz, co? On chyba potrzebuję odpoczynku. Nie uważasz?- Nie widzę go. Znikł. Rozglądam się wokoło. Nigdzie go nie widzę. Powoli zaczynam panikować- Julian! Gdzie jesteś? To nie jest zabawne!
Ostatnie zdanie już krzyczę. Trzymam kurczowo białej grzywy Pegaza, co ma mnie uspokoić. Stoję obok fontanny. Tej fontanny... Czuję pazury powoli zaciskające mi się na szyi. I czarne oczy patrzące na mnie jak na jakąś przekąskę. Nie było tam ani odrobiny litości. Oddech staję się szybszy a ja zaczynam tracić ostrość. Nie wiem jak tego dokonuję, ale krzyczę tak głośno, że powinien mnie usłyszeć cały półwysep Apeniński.
-Julian!!!
Wdech, wydech. Myśl tylko o tym. Skup się! Czuję silne ramiona, które mnie otaczają. Krzyczą coś do mnie, ale nie wiem, co. Wszystko miesza się w jedną masę... Nagle czuję ból w policzku. Ciepło budzi mnie. Otwieram oczy i widzę Go. Jest tu. Teraz już wiem, że on do mnie krzyczał. Uśmiecham się do niego półprzytomnie. Ból policzka przywraca mi jasność myślenia i nagle siadam i wściekła patrzę na Juliana.
-Co ci strzeliło do głowy!- Mówię- Gdzie polazłeś?!
Wygląda na zmieszanego. Nie wie, co odpowiedzieć. I dobrze mu tak. Niech się męczy.
-Nie wiedziałem, że aż tak zareagujesz. Ja tylko...
-Nie myślałeś! Biedactwo moje!- Nie wiem, czemu jestem dla niego taka uszczypliwa. Może, dlatego, że się boję i całą tą sytuacje muszę wyładować na nim. Nie chcę tego. Na jego twarzy na chwile maluje się złość, ale szybko mija zastąpiona smutkiem.
-Myślałem, że już nigdy tu nie wrócę.
I cała złość wyparowuję ze mnie. Jak mogłam być tak bezduszna? Dociera do mnie, że przecież on musiał za tym wszystkim bardzo tęsknić. Za domem, rodziną, wszystkim. Odwracam zawstydzona wzrok.
-Julian?
-Hmn?
-Przepraszam- patrzę na niego i nasze spojrzenia się krzyżują- Wiesz, że nie chciałam tak na ciebie wybuchnąć, ale ja po prostu się bałam. Piekielnie się bałam i ja...
Pojedyncza łza spada na moją nogę a reszta bierze z niej przykład. Wstrząsa mną szloch. Julian przytula mnie mocno i pozwala mi się wypłakać. Jest przy mnie i to mi wystarczy. Jestem szczęśliwa dopóki jest ze mną.
*
Julian prowadzi mnie i Pegaza przez ogród. Wie gdzie iść. Widać to po jego pewnych ruchach i po jego odprężonych plecach. Pociągam nosem. Jeszcze nie doszłam do siebie. Cicho, więc idę za moim przewodnikiem. Czuję się trochę zażenowana tym, co przed chwilą odstawiłam. Nie dość, że było to głupie to jeszcze dziecinne. Nie powinnam tego robić.
-Przecież nic złego nie zrobiłaś. Płacz oznacza, że czujesz. Wierz mi. Wole byś płakała niż trzymała to w sobie lub co gorsza byłabyś oziębła na czyjąś niedole.
Zaskoczona na chwile tracę równowagę, ale szybko ją odzyskuję. Jak? CZY ON CZYTA W MYŚLACH!? Czy teraz też to robi? Widzę uśmiech na jego twarzy i znam już odpowiedź.
-Jak?- Potrafię tylko to powiedzieć.
-Można by powiedzieć, że od dziecka miałem niezwykłe zdolności. I naginanie rzeczywistości lub czytanie w myślach zaliczają się do nich.
-Nie robisz tego chyba przez cały czas, prawda?
-Nie, ale czasami zdarza mi się, co nieco posłuchać. Nie martw się. Nic z prywatnych rzeczy. Bardziej martwię się o twoje emocje.
-Rozumiem. Jeśli poproszę byś przestał, zrobisz to?
-Oczywiście.
Odpowiada bez zastanowienia. Czyta mi myślach, tak? Julian patrzy na mnie przez ramię zapewne czekając aż mu zabronię robienia tego. A czy mogłabym spróbować... „Dobrze Julianie. Zgadzam się” Julian chwieje się jakby dostał piłką w głowę. Zatrzymuję i patrzy na mnie z podziwem. Jednak nie zamierza zaprzestać tej gry. „Według życzenia m i l a d y”
Uśmiecham się do niego i daje mu kuksańca w żebro. Dalej idziemy już w radosnej atmosferze, chociaż nic już nie mówimy. Dochodzimy do jakieś chatki nieopodal zamku. Wchodzę pierwsza do środka. Widzę w rogu proste łóżko, szafę i komodę. Wszystko z drewna i skóry.
-Gdzie my jesteśmy?- Wyrywa mi się pytanie.- Jak znalazłeś to miejsce?
-Przez jakiś czas lubiłem tutaj mieszkać.
Uśmiecham się na samą myśl o mieszkającym tu Julianie. Rozglądam się i siadam na łóżku. Mój wzrok pada na ścianę i coś przykuwa moją uwagę. Napis „Elpida” a pod nim narysowany Pegaz. A obok kobiecym stylem „Miron”. Coś jeszcze jest napisane, ale po grecku i nie rozumiem tego. Patrzę na Juliana, ale on już wyszedł. Dotykam delikatnie napisy i po moim ciele przebiega prąd. To uczucie...
*
Leże sobie na łóżku opróżniając swój plecak, kiedy do domku wpada Julian. Zatrzaskuję drzwi i patrzy na mnie z przerażeniem w oczach.
-Elpida- odzywa się słabym głosem- pamiętasz jak mówiłem, że będziemy musieli tylko stać na uboczu i patrzeć na rozgrywające się wydarzenia?
-Nie, nie pamiętam. A co?
-Ha, to zabawne- przeczesuję włosy dłonią? Widać, że czymś się denerwuję- Bo tak jakby... Nas, no tych z przeszłości, nie ma... Zniknęli. Więc musimy ich zastąpić... Nie chciałem by tak wyszło!
Dodaje szybko i patrzy na mnie czekając aż powiem, że przecież nie tak się umawialiśmy. Ja jednak jestem spokojna.
-Czekaj- siadam na łóżku, bo zaczyna mnie to powoli interesować- Mówisz, że musimy być tamtym Julianem i Elpidą. Jak?
-Nie wiem jak do tego doszło? Przecież jak byłaś tu poprzednio to nic się nie stało! Idę sobie i nagle jeden z żołnierzy mnie woła. On mnie widział. I pyta gdzie my się podziewamy. Powiedziałem mu, że zaraz przyjdziemy. Jakby zaczął wypytywać się o ubiór... To byłby już koniec. Wybacz nie wiedziałem, że tak to się potoczy... Chciałem się tylko dowiedzieć, co się stało, że zniknęłaś.
-Rozumiem- wstaje i idę do niego. Kładę mu dłoń na ramieniu by go pocieszyć. Nie jestem zła. Przecież wiem, że tego nie chcę. Ufam mu...-To, co robimy?
-Na razie musimy im się pokazać- widzi moje pytające spojrzenie i tłumaczy- Uważają nas za zaginionych, dlatego trzeba im pokazać, że nic nam nie jest. Poza tym twój krzyk też trochę się do tego przyczynia.
-Co?!- Zakrywam usta ręką jakby były czymś złym- Dobrze tylko ja nie rozumiem Greckiego! Jak mam z nimi rozmawiać?
-Mogę ci tłumaczyć przez myśli. Innej opcji nie ma. Co ty na to?
Kiwam głową na znak, że się zgadzam.
-Dobrze... Teraz trzeba coś zrobić z ubiorem- podchodzi do szafy i wyciąga strój dla siebie i dla mnie- Proszę. Powinno pasować.
Jest to ta sama sukienka, którą widziałam wcześniej na, cóż, sobie. Patrzę na nią a Julian zachęca mnie do ubioru jej. Proszę go by najpierw wyszedł, na co reaguję z niechęcią. Gdy wychodzi i jestem tego pewna postanawiam się przebrać. Zapinam ostatnią klamrę i wołam Juliana. Wchodzi też już przebrany i wygląda całkiem inaczej. Wygląda na bardziej pewnego siebie. Jakby wszedł znów w swoją „skórę” Uśmiecham się i chcę zadać pytanie, ale Julian przechodzi przez pokój i grzebie w komodzie. Wyciąga z niej mały drewniany grzebień i podaje mi go. Sięgam po niego, przyglądając mu się przy okazji. Był prosty, poza wygrawerowanymi kwiatami... Nie zwykłymi... Kwiatami lotosu. Nie wiem jak rozpoznałam gatunek tego kwiatu. Żeby zatuszować niepokój zaczynam czesać swoje włosy. Julian stoi za mną. Upinam wysoki kok a on podaje mi piękną wsuwkę też z lotosem. Dziękuję mu i kończę kok. Nie jest idealny, ale na razie chyba starczy. Oddalam się od Juliana i prezentuje się przed nim uśmiechając się szeroko. Cofa się kilka kroków ode mnie i patrzy na mnie z szeroko otwartymi oczami. Również się uśmiecha przebiegając wzrokiem po moim ciele. Nie rumienie się. Nie wiem, czemu, ale nie przeszkadza mi to. Można nawet powiedzieć, że jestem do tego przyzwyczajona. Podchodzę do niego i czekam.
-No... I jak?
Julian zdaję się wydawać tym pytaniem zakłopotany. Wzrusza ramionami i wypuszcza powietrze ustami.
-To chyba jasne, że wyglądasz cudownie!- Mruknął. Robi mi się ciepło na sercu. Julian nadal mi się przygląda swoimi zielonymi oczami- Wyglądasz jak kiedyś...
-Julian...- Mówię, ale chyba tylko ja to słyszę. Chcę mu zaprzeczyć, wytłumaczyć, zatrzymać go... Nie chce, bo wiem jak to się skończy. Jednak nie daje rady... Kiedy jego usta dotykają moich i łączą się w pocałunku? Nie chcę... Co ja gadam? Oczywiście, że tego chcę. Zarzucam mu ręce na ramiona dając tym samym zgodę. On przyjmuję ją z wielką radością. Raz się żyję. I taka szansa szybko może mi przelecieć tuż przed nosem. Czuję się wspaniale... Czuję, że żyję. Wiem już, że nasze ścieżki były jakoś złączane od początku. I dopiero teraz zaczynam mu naprawdę wierzyć z tym wszystkim. Z Elpidą, że kiedyś mogliśmy się znać. Czuję to. Kocham go. O ludzie jak ja go kocham. Czemu dopiero teraz to zrozumiałam?
*
-Co oznacza zdanie „Καλημέρα, γλυκέ μου”? Powiedziałeś coś takiego rano. Pamiętasz?
Idziemy w kierunku zamku. Denerwuję się, chociaż próbuję tego po sobie nie okazywać. Trzymam Juliana za rękę. Nie do wiary jak szybko zmieniam zdanie. Jeszcze wczoraj prosiłam o trochę swobody. Teraz za nic tego nie chce.
-Oznaczają one „Dzień dobry, kochanie” Zrozum, dopiero się obudziłem i jeszcze...
-Dobra nie tłumacz się już- dźgam go w brzuch. Julian śmieje się i przyciąga mnie na chwile do siebie.
-Jesteś pewna, że jesteś gotowa?
Nie odpowiadam, ale zamiast tego kiwam energicznie głową. Jak nie teraz to, kiedy? Raz i po sprawie. Ruszamy do wielkiej komnaty. Wchodzimy i widzimy przed sobą na samym końcu wielki tron. Nikogo nie ma w sali. Już się rozglądam zdezorientowana aż tu nagle drzwi do sali otwierają się z głośnym hukiem. Wchodzą żołnierze i ustawiają się po bokach. Na końcu wchodzi król. Już go poprzednio widziałam. Wygląda tak samo. Patrzy na mnie a potem siada powoli, majestatycznie na tronie. Obrzuca nas srogim spojrzeniem. Aż tu niespodziewanie jak za dotknięciem magicznej różdżki jego oblicze się zmienia. Jest pogodniejszy, milszy i uśmiecha się do nas. Nie. Do mnie.

-Αυτή είναι η κόρη μου!!!- Krzyczy a ja szybko zerkam na Juliana. Zaciska usta a potem mi tłumaczy. „ Eli, to znaczy : t o    j e s t  m o j a    c ó r k a” W ustach mam sucho jak na pustyni. Patrzę na uśmiechającego się do mnie króla. Króla rządzącego w starożytnej Grecji, który jest zarazem moim o j c e m.








Nareście! (Fanfary) Kolejny rozdział!
Dziękuję wszystkim za przeczytanie, komentowanie. Jest to dla mnie niezmiernie ważne. 
Dziękuję i pozdrawiam wszystkich.


Komentarze

  1. Super. :D Zostanę tu na dłużej :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Kiedy next? <3 Już sie nie moge doczekac xD

    OdpowiedzUsuń
  3. Boskie! Uwielbiam twój styl pisania <3 Kiedy następny rozdział? Życze jak najszybszej weny ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :3 Cieszę się bardzo, że się podoba.

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Zawieszam bloga!!!!

Dział I: Oszukać przeznaczenie

Kilka spraw organizacyjnych.